Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Parada blagierów przed komisją śledczą

27 czerwca 2018

Mariusz Kamiński kontra Donald Tusk. Premier przeciw szefowi CBA. Dwaj ludzie odpowiedzialni za państwo mają zupełnie różne wizje zdarzeń związanych z aferą hazardową. Nic w tym nagannego, jeśli dotyczy tylko wizji.

Gorzej, jeśli faktów. Podobno dżentelmeni o nich nie dyskutują, ale w komisji śledczej wyraźnie dla dżentelmenów miejsca nie ma.

Dlaczego? Bo to, co zostanie przyjęte za prawdę, wynika z politycznej decyzji rządzącej większości, a nie z efektów śledztwa. Wadą tą obarczona nie jest oczywiście tylko komisja hazardowa, ale wszystkie po kolei parlamentarne zgromadzenia posłów próbujących pełnić rolę prokuratorów. A powód tej wrodzonej ciężkiej choroby jest oczywisty: posłowie to politycy, a nie śledczy. Ich obowiązkiem zawodowym nie jest dochodzenie prawdy, tylko wygrywanie wyborów, czyli dekapitowanie konkurencji. Za to im płacimy z naszych podatków. Niestety.

Z szefem rządu i szefem CBA jest dokładnie tak samo. Są politykami i mają zawodowy obowiązek się zwalczać. I choćby racja i interes państwa były całkiem inne, ich polityczna przynależność każe jednemu zastawiać pułapki, a drugiemu - nie wierzyć w żadne kompromitujące materiały, które konkurent zebrał na najbliższych kolegów.

I choćby Mariusz Kamiński zarzekał się, że zostawił legitymację PiS w szatni, wchodząc do CBA, to nie ukryje swojej nienawiści do Platformy, metod postępowania wypróbowanych jeszcze w Lidze Republikańskiej i z trudem skrywanej satysfakcji z udanego uderzenia w Tuska. Premier natomiast, rozmawiając z Kamińskim, nie widzi w nim szefa ważnej państwowej służby, tylko byłego posła z partii będącej największym politycznym wrogiem Platformy.

Dlatego kiedy Kamiński twierdzi, że 14 sierpnia przekazał premierowi informacje dotyczące "nielegalnych działań polityków PO", to nasuwa się proste pytanie: dlaczego szef służby antykorupcyjnej, zamiast poinformować o tych nielegalnych działaniach prokuratora, informuje o nich premiera w trybie nadzwyczajnym? Dlaczego, wiedząc, że rozmawia z liderem partii przeciwnej, nie zabezpiecza się nagraniem tej rozmowy? Dlaczego ostrzega Donalda Tuska?

Odpowiedź Kamińskiego jest prosta i pełna przekonania o nieograniczonych własnych uprawnieniach i kompetencjach. Otóż szef CBA twierdzi, że chciał szefa rządu "poddać testowi". I bez mrugnięcia okiem wygłasza takie zdanie podczas posiedzenia komisji. A czy w kompetencjach szefa CBA leży poddawanie szefa rządu testom? Dlaczego Kamiński założył, że Tusk jest w tej sprawie poza podejrzeniem i sam nie próbuje przysłużyć się branży hazardowej? Bo przecież tylko wierząc w kryształową uczciwość Tuska, miał prawo ostrzegać go przed aferą, w którą wpadli politycy PO, inaczej sam byłby źródłem przecieku. A jeśli z kolei wierzył w niewinność premiera, to po co zastawiał na niego pułapkę?! I kazał zdawać mu jakieś testy?!

Bo jest politykiem i taką ma pracę. Janusz Palikot w jednym z wywiadów dobitnie określił niedawno, co trzeba mieć na twarzy, by do tej roboty mieć niezbędne kwalifikacje...

Sam premier Tusk też w całej sprawie zachowuje się według pokrętnej logiki politycznych rozgrywek burzących wszelkie reguły etyczne. Dopóki koledzy są nasi, włos im z głowy nie spada. A kiedy przestają być nasi? Wtedy kiedy napiszą o nich coś kompromitującego w mediach.

To dlatego cała sprawa wydała się dopiero w momencie cudownego przecieku stenogramów z podsłuchów CBA, a nie wtedy, gdy dowiedział się o niej premier. Oczywiście jest zrozumiałe, że bał się ogromnej politycznej ceny, jaką mogłaby zapłacić PO. Milczał więc i na wszelki wypadek niewiele robił. Ale cena, jaką w końcu przyszło mu zapłacić i jaką cały czas płaci, okazała się dwa razy wyższa niż ta, którą musiałby uiścić na początku afery.

A jeśli do tego dodać jeszcze decyzję o postawieniu zarzutów przez prokuraturę Kamińskiemu w innej sprawie, już po tym, jak poinformował premiera o aferze hazardowej, to obietnice o wyjątkowych standardach, zgodnie z którymi miała rządzić Platforma, brzmią pusto i zupełnie nieaktualnie.

@RY1@i02/2010/014/i02.2010.014.000.013a.001.jpg@RY2@

Mariusz Kamiński po wtorkowym przesłuchaniu

Fot. Artur Chmielewski

@RY1@i02/2010/014/i02.2010.014.000.013a.002.jpg@RY2@

Zuzanna Dąbrowska, komentatorka Programu I Polskiego Radia

Fot. Piotr Kowalczyk

Zuzanna Dąbrowska

komentatorka Programu I Polskiego Radia

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.