Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Parada blagierów przed komisją śledczą

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Mariusz Kamiński kontra Donald Tusk. Premier przeciw szefowi CBA. Dwaj ludzie odpowiedzialni za państwo mają zupełnie różne wizje zdarzeń związanych z aferą hazardową. Nic w tym nagannego, jeśli dotyczy tylko wizji.

Gorzej, jeśli faktów. Podobno dżentelmeni o nich nie dyskutują, ale w komisji śledczej wyraźnie dla dżentelmenów miejsca nie ma.

Dlaczego? Bo to, co zostanie przyjęte za prawdę, wynika z politycznej decyzji rządzącej większości, a nie z efektów śledztwa. Wadą tą obarczona nie jest oczywiście tylko komisja hazardowa, ale wszystkie po kolei parlamentarne zgromadzenia posłów próbujących pełnić rolę prokuratorów. A powód tej wrodzonej ciężkiej choroby jest oczywisty: posłowie to politycy, a nie śledczy. Ich obowiązkiem zawodowym nie jest dochodzenie prawdy, tylko wygrywanie wyborów, czyli dekapitowanie konkurencji. Za to im płacimy z naszych podatków. Niestety.

Z szefem rządu i szefem CBA jest dokładnie tak samo. Są politykami i mają zawodowy obowiązek się zwalczać. I choćby racja i interes państwa były całkiem inne, ich polityczna przynależność każe jednemu zastawiać pułapki, a drugiemu - nie wierzyć w żadne kompromitujące materiały, które konkurent zebrał na najbliższych kolegów.

I choćby Mariusz Kamiński zarzekał się, że zostawił legitymację PiS w szatni, wchodząc do CBA, to nie ukryje swojej nienawiści do Platformy, metod postępowania wypróbowanych jeszcze w Lidze Republikańskiej i z trudem skrywanej satysfakcji z udanego uderzenia w Tuska. Premier natomiast, rozmawiając z Kamińskim, nie widzi w nim szefa ważnej państwowej służby, tylko byłego posła z partii będącej największym politycznym wrogiem Platformy.

Dlatego kiedy Kamiński twierdzi, że 14 sierpnia przekazał premierowi informacje dotyczące "nielegalnych działań polityków PO", to nasuwa się proste pytanie: dlaczego szef służby antykorupcyjnej, zamiast poinformować o tych nielegalnych działaniach prokuratora, informuje o nich premiera w trybie nadzwyczajnym? Dlaczego, wiedząc, że rozmawia z liderem partii przeciwnej, nie zabezpiecza się nagraniem tej rozmowy? Dlaczego ostrzega Donalda Tuska?

Odpowiedź Kamińskiego jest prosta i pełna przekonania o nieograniczonych własnych uprawnieniach i kompetencjach. Otóż szef CBA twierdzi, że chciał szefa rządu "poddać testowi". I bez mrugnięcia okiem wygłasza takie zdanie podczas posiedzenia komisji. A czy w kompetencjach szefa CBA leży poddawanie szefa rządu testom? Dlaczego Kamiński założył, że Tusk jest w tej sprawie poza podejrzeniem i sam nie próbuje przysłużyć się branży hazardowej? Bo przecież tylko wierząc w kryształową uczciwość Tuska, miał prawo ostrzegać go przed aferą, w którą wpadli politycy PO, inaczej sam byłby źródłem przecieku. A jeśli z kolei wierzył w niewinność premiera, to po co zastawiał na niego pułapkę?! I kazał zdawać mu jakieś testy?!

Bo jest politykiem i taką ma pracę. Janusz Palikot w jednym z wywiadów dobitnie określił niedawno, co trzeba mieć na twarzy, by do tej roboty mieć niezbędne kwalifikacje...

Sam premier Tusk też w całej sprawie zachowuje się według pokrętnej logiki politycznych rozgrywek burzących wszelkie reguły etyczne. Dopóki koledzy są nasi, włos im z głowy nie spada. A kiedy przestają być nasi? Wtedy kiedy napiszą o nich coś kompromitującego w mediach.

To dlatego cała sprawa wydała się dopiero w momencie cudownego przecieku stenogramów z podsłuchów CBA, a nie wtedy, gdy dowiedział się o niej premier. Oczywiście jest zrozumiałe, że bał się ogromnej politycznej ceny, jaką mogłaby zapłacić PO. Milczał więc i na wszelki wypadek niewiele robił. Ale cena, jaką w końcu przyszło mu zapłacić i jaką cały czas płaci, okazała się dwa razy wyższa niż ta, którą musiałby uiścić na początku afery.

A jeśli do tego dodać jeszcze decyzję o postawieniu zarzutów przez prokuraturę Kamińskiemu w innej sprawie, już po tym, jak poinformował premiera o aferze hazardowej, to obietnice o wyjątkowych standardach, zgodnie z którymi miała rządzić Platforma, brzmią pusto i zupełnie nieaktualnie.

@RY1@i02/2010/014/i02.2010.014.000.013a.001.jpg@RY2@

Mariusz Kamiński po wtorkowym przesłuchaniu

Fot. Artur Chmielewski

@RY1@i02/2010/014/i02.2010.014.000.013a.002.jpg@RY2@

Zuzanna Dąbrowska, komentatorka Programu I Polskiego Radia

Fot. Piotr Kowalczyk

Zuzanna Dąbrowska

komentatorka Programu I Polskiego Radia

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.