Prawdziwa słabość wspólnej waluty
Europejczyków nie łączy jedna tożsamość, dlaczego ma ich łączyć solidarność w ratowaniu strefy euro?
Przyglądając się banknotom euro, można zrozumieć, dlaczego wspólna waluta jest w takich tarapatach. O ile waluty narodowe przedstawiają zazwyczaj prawdziwych ludzi i miejsca - Jerzego Waszyngtona na dolarze i Teatr Bolszoj na rosyjskim rublu na euro widnieją wymyślone budynki. Europejska tożsamość jest zbyt delikatna na to, by wybrać miejsce lub bohatera związanego z jednym krajem. Dziś, w dekadę po tym, jak euro zaczęło wyskakiwać z bankomatów na całym kontynencie, brak wspólnej tożsamości okazuje się słabością, która może pogrążyć wspólną walutę.
Lojalności narodowe są dużo silniejsze niż wspólna lojalność europejska, a to oznacza, że liderzy mają ograniczone pole manewru w działaniach dotyczących euro. W większości krajów Unii, w tym w Niemczech, euro zostało wprowadzone bez pytania o zgodę wyborców. Założono, że nauczą się oni kochać swoją nową walutę, kiedy zobaczą, że prowadzi ona do bogactwa i potęgi. Jednak teraz, gdy ta waluta jest kojarzona z zaciskaniem pasa i długami, europejska solidarność ogranicza się znacznie.
Kiedy więc kanclerz Niemiec Angela Merkel wyklucza euroobligacje, nie należy jej zarzucać braku wyobraźni. Ona po prostu wie, że niemieccy wyborcy nie zaakceptują gwarantowania długów południowej Europy. Wyborcy z Finlandii i Holandii, innych państw wierzycieli, jeszcze bardziej zdecydowanie odrzucają ten pomysł. Jednocześnie w państwach dotkniętych programami oszczędnościowymi narasta gniew wymierzony w bezdusznych Europejczyków z Północy.
Eurosceptycy, którzy sprzeciwiali się powstaniu wspólnej waluty, przewidywali takie niepowodzenia. Ich argumentów wciąż warto wysłuchiwać. Mieli rację zauważając, że historia nie zna przykładów trwałych unii walutowych bez wsparcia unią polityczną.
Pro-Europejczycy odpowiedzą: wyborcy zrozumieją, że jedyną drogą jest pogłębienie unii. Wątpię w to. Wydaje mi się, że liderzy tracą cenny czas, domagając się rozwiązań w rodzaju euroobligacji. Pomyślmy tylko o krokach, które byłyby niezbędne. Najpierw wynegocjowanie nowego traktatu europejskiego, a potem ratyfikowanie go przez 27 krajów - wszystko w warunkach szybko postępującego kryzysu.
Jeżeli znaczne pogłębienie europejskiej jedności jest nierealne, pozostają nam dwie opcje. Albo obecny program zaciskania pasa połączony z kredytami ratunkowymi ostatecznie zadziała, albo niektóre kraje europejskie ogłoszą upadłość i zapewne opuszczą unię walutową.
Tłum. TK
© The Financial Times Limited 2011. All Rights Reserved
Gideon Rachman
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu