Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Kraje niedemokratyczne są nieprzewidywalne jak bańki

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Wydawało się, że na Białorusi będzie można robić biznes, ale sytuacja polityczna i ekonomiczna tego kraju rozwiewa nadzieje. To przykład na to, jak plany biznesowe zderzają się z rzeczywistością dyktatury

To pouczająca historia. Jeszcze kilka miesięcy temu komentatorzy i biznes patrzyli na Białoruś z zainteresowaniem. Zapowiadane przez władze i osobiście przez Aleksandra Łukaszenkę reformy gospodarcze, w tym program prywatyzacji, nie rzucały na kolana, ale wyglądały obiecująco. Wyglądało na to, że być może na Białorusi da się robić interesy, a dyktator wykazuje dobrą wolę, by zmieniać gospodarczy pejzaż swojego kraju.

Ten sen szybko się skończył. Obok gigantycznego kryzysu politycznego i izolacji ze strony demokratycznego świata na Białorusi panuje ostry kryzys gospodarczy. Białoruski rubel, tzw. zajączki, leci na łeb na szyję. Ludzie rzucili się do kupowania obcych walut, których zresztą szybko zabrakło. Wobec tego jak świeże bułeczki zaczęło iść złoto i srebro. Ich sprzedaż wzrosła po kilkakroć.

A władze? Bronią się przed dewaluacją rubla, choć sytuacja jest już właściwie bez wyjścia. Ostatnie decyzje, w tym uwolnienie kursów na rynku międzybankowym, są już faktyczną dewaluacją białoruskiego pieniądza. Ale to nie wystarczy. Rezerwy walutowe kraju stopniały. Ekipa Łukaszenki desperacko poszukuje jakiegokolwiek kredytu, który mógłby ustabilizować rubla. Zachód takiego kredytu nie udzieli, pozostaje Rosja. Ale ta ma swoje warunki, chce odegrać wiodącą rolę w prywatyzacji białoruskich firm. I tak się kończy miraż o reformach ekonomicznych przeprowadzonych przez dyktaturę zza naszej wschodniej granicy.

Białoruś jest zapewne przykładem drobnym, ale ilustruje, jak szybko mogą się kończyć biznesowe nadzieje w zderzeniu z rzeczywistością dyktatury. Zachód w wymiarze ekonomicznym uzależnił się od krajów, w których demokracji nie ma albo jest, ale ułomna. To państwa arabskie z Arabią Saudyjską na czele, Chiny, w dużej mierze Rosja. Stało się to z jasnych przyczyn: nie było innego wyjścia (surowce) albo po prostu państwa te stały się gospodarczym eldorado.

Trudno zresztą przewidywać, może oprócz krajów arabskich, że dojdzie tam do jakichś poważnych wstrząsów. Jednak całkowicie wykluczyć się tego nie da. Czy Zachód tak naprawdę zdaje sobie sprawę, co siedzi w głowach aparatczyków Komunistycznej Partii Chin? Jakich metod użyją zwalczające się frakcje, gdyby doszło tam do eskalacji konfliktów politycznych? Pewnie nie byłyby to metody znane z demokratycznego świata.

Może przesadzam, potężne Chiny są już zbyt mocno związane ze światową gospodarką, by pozwolić sobie na nieodpowiedzialność. Jednak z drugiej strony świat w ostatnich latach był świadkiem bolesnego powrotu do korzeni po pęknięciu bańki internetowej i finansowej. Teraz, nawiasem mówiąc, rośnie bańka żywnościowa i surowcowa. A kraje z niedostatkiem demokracji są nieprzewidywalne tak jak bańki, co ilustruje właśnie Aleksander Łukaszenka.

@RY1@i02/2011/078/i02.2011.078.000.010b.001.jpg@RY2@

Marcin Piasecki, zastępca redaktora naczelnego "DGP"

Marcin Piasecki

zastępca redaktora naczelnego "DGP"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.