Wojna o łącza i o monopol
Ta wojna z pozoru wygląda na typową potyczkę branżową, których wybuchają setki, jeżeli nie tysiące. Jednak jest o tyle ważna, że jej wynik bezpośrednio wpłynie na stan naszych kieszeni. I to mocno, zapewne mocniej niż tak rozlegle komentowana obniżka cen gazu.
Chodzi o kablówki. Te łącza, które dostarczają telewizję kablową i internet. Czy zastanawiali się państwo kiedykolwiek nad zmianą operatora kablowego? Na tańszego, takiego, który proponuje lepsze pakiety czy szybszy internet? No tak, zastanawiać się można, w praktyce jest to jednak niesłychanie trudne. Dlatego że na tym rynku nie ma realnej konkurencji. Operatorzy kablówek często zawierają umowy na wyłączność ze spółdzielniami czy z deweloperami i uważają, że to, co wybudowali, jest ich i tylko ich. Nie o same kable tutaj zresztą chodzi, ale i o resztę infrastruktury, choćby studzienki i kanalizację. Z drugiej strony Telekomunikacja Polska została zmuszona przez regulatora do udostępniania swojej infrastruktury wszelkiej konkurencji.
Ten brak równowagi dostrzegła Komisja Europejska, dostrzegł również nasz Urząd Komunikacji Elektronicznej. I przyszykował zmiany w prawie telekomunikacyjnym, które umożliwią wzajemne korzystanie z infrastruktury wszystkim graczom na rynku, w tym kablówkom. Zasadę bardzo sensowną, wprowadzającą przecież realną konkurencję na rynku.
Lament, który się podniósł ze strony operatorów kablówek, jest zastanawiający. Piszą petycje do Komisji Europejskiej, lobbują na wszelkiego rodzaju forach, ba, wysłali nawet specjalny adres do prezydenta Rzeczypospolitej. No i oczywiście UKE i jego prezes Magdalena Gaj zostali dla nich wrogiem publicznym numer jeden. Przyczyna jest bardzo prosta: operatorzy kablówek boją się, że do walki o ich klientów włączą się operatorzy telekomunikacyjni, którzy mogą zaproponować atrakcyjniejsze ceny niż dotychczasowi dostawcy. I ich quasi-monopolistyczny biznes nie będzie się tak ładnie kręcił jak wcześniej.
Przyznam, że w tej sprawie mocno trzymam kciuki za UKE, Brukselę i liczę na to, że prezydent nie przejmie się petycjami kablówek. Oto tworzy się bowiem szansa na otwarcie kolejnego rynku. Rynku, którego wartość usług było zresztą niesłychanie trudno wycenić. Czy to, że klient płaci, powiedzmy, 200 zł miesięcznie za telewizję, telefon i internet, to dużo czy mało? Czy to atrakcyjna oferta? Być może nie, być może mogłoby być taniej, ale tenże klient nie ma żadnego pola manewru. I tak z reguły skazany na jedną sieć kablową. A teraz - o ile UKE przeforsuje swoje rozwiązania - takie pole manewru się pojawi.
Jak już wspomniałem, ta sprawa nie jest tak spektakularna jak triumfalnie obwieszczona obniżka stawek za gaz. Warto jednak ją śledzić. Skoro jest szansa, żeby żyło się taniej.
@RY1@i02/2012/233/i02.2012.233.00000060c.802.jpg@RY2@
Marcin Piasecki wydawca Dziennika Gazety Prawnej
Marcin Piasecki
wydawca Dziennika Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu