Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Niebezpieczna zabawa prawem prasowym

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Jestem gorącym zwolennikiem szybkiego rozpoznania każdej sprawy. Ale jeśli mam wybierać pomiędzy wyrokiem szybkim a sprawiedliwym, zawsze zdecyduję się na ten drugi

Pojawiły się kolejne projekty nowelizacji prawa prasowego. Wydaje się, że propozycje senackie z uwagi na uwarunkowania polityczne mają większe szanse na przyjęcie przez parlament niż poselskie. Projekt ten definiuje pojęcie sprostowania, wskazując, że "na wniosek zainteresowanej osoby fizycznej, osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej niebędacej osobą prawną, redaktor naczelny właściwego dziennika lub czasopisma jest obowiązany opublikować bezpłatne rzeczowe i odnoszące się do faktów sprostowanie nieścisłej lub nieprawdziwej wiadomości zawartej w materiale prasowym".

Krajowa Rada Sądownictwa w swojej opinii zwracała uwagę na błędne jej zdaniem rozwiązania pierwotnej wersji projektu, które mogą się nie sprawdzić w praktyce. W efekcie pierwotny tryb nieprocesowy w sprawie ewidentnie spornej, dotyczącej konieczności opublikowania sprostowania, został zastąpiony przez komisję senacką trybem procesowym. To zdecydowanie lepsze rozwiązanie. Niestety projekt nadal budzi kontrowersje. Powód? Wprowadzanie do niego kolejnych ścisłych terminów do rozpoznania sprawy.

Projektodawca zupełnie nie uwzględnia czasochłonności doręczeń w postępowaniach sądowych. Tymczasem przy braku szczególnych szybkich trybów doręczania dotrzymanie przez sąd terminów staje się niewykonalne. Tym bardziej że doręczanie z użyciem technik informatycznych jest projektem znajdującym się dopiero w powijakach. Sprzeciw rady zaowocował już dwukrotnym wydłużeniem projektowanych terminów. Obecnie optymistyczny ustawodawca daje pierwszoinstancyjnemu sądowi okręgowemu termin 30-dniowy do rozpoznania, czyli zakończenia sprawy. Tu znowu pewna korzystna - w stosunku do pierwotnego zapisu - zmiana, termin ten należy liczyć od wniesienia pozwu niedotkniętego brakami. Także 30 dni na rozpoznanie sprawy ma mieć sąd drugiej instancji.

Sztywny termin nadal nie jest do zaakceptowania przez sędziów. Dlaczego? Otóż wyobraźmy sobie, że ktoś pomawia nas o złamanie prawa. Jedynym dowodem, jakim możemy się bronić, są np. zeznania świadków. Chcemy, by sąd ich przesłuchał, a sąd odpowiada, że prosi o inne dowody, gdyż świadków nie zdąży przesłuchać, bo na rozwiązanie sprawy ma jedynie 30 dni. Dlaczego tak brzmi odpowiedź? Otóż świadków przecież trzeba wezwać, muszą odpowiednio wcześnie przed rozprawą otrzymać pisemne wezwanie, a dowód doręczenia musi wrócić do sądu. Można oczywiście wzywać świadków przez woźnych sądowych, ale ten sposób się nie sprawdza przy osobach mieszkających w innym mieście. Oczywiście pozostaje jeszcze wysłuchanie świadków w trybie pomocy sądowej. Jednak żeby prawidłowo zastosować tę procedurę, należy uwzględnić obieg dokumentów. I znów w 30 dni jest to absolutnie niewykonalne. Ponadto co ma zrobić sąd, który uważa, że istotny wpływ na rozstrzygnięcie sprawy może mieć wystąpienie o dokumentację lub stanowisko jakiegoś podmiotu?

Senat chce wprowadzania sztywnych terminów, nie bacząc na to, jakie są konsekwencje. Czyżby parlamentarzyści zapomnieli o tym, że istnieje skarga na przewlekłość postępowania? Przy jej rozpatrywaniu nikt nie będzie się oglądał na to, że ustawodawca zakreśli sądowi termin absolutnie nierealny. Każda strona, której sprawa nie zostanie załatwiona w tym terminie, ma bowiem skuteczne prawo do skargi. Ma też otrzymać odszkodowanie od sądu w maksymalnej wysokości 20 tys. zł. Pomijam już, że to może całkowicie destrukcyjnie wpływać na budżety sądów, lecz także musimy mieć świadomość, że budżet sądu tworzą środki publiczne. Skarga może rzutować na ocenę pracy sędziego, który pomimo że zrobił wszystko, co mógł, będzie negatywnie oceniany, bo w jego referacie orzeczono przewlekłość i zasądzono odszkodowanie. Stwarzanie zatem oderwanej od rzeczywistości procedury, która z założenia generuje koszty dla państwa, jest po prostu złe. Pomijam już to, że największą grupę klientów w sprawach o naruszenie dóbr osobistych stanowią politycy. Chociaż może właśnie o to chodzi?

Projekt oderwany jest od rzeczywistości ze względu na uwarunkowania lokalowe i kadrowe sądów. W wydziałach cywilnych rozprawy wyznacza się najkrócej na ok. 2 miesiące do przodu. Bo wszyscy wiemy, ile spraw rocznie muszą rozpoznać polskie sądy. Jak zatem dochować 30-dniowego terminu? Czy będziemy musieli odwoływać inne wyznaczone sprawy jednej strony, tylko dlatego że ze względu na sztywne terminy będziemy musieli rozpoznać sprawę o sprostowanie z prawa prasowego? Jak wytłumaczyć obywatelowi, że jego żądanie, np. dotyczace odszkodowania, jest mniej ważne niż sprawa sprostowania informacji prasowej?

Oczywiście politycy mówią, że skoro w kwestiach wyborczych sądy dają radę, to w innych też mogą. Lecz każdy, kto zna pracę wydziału cywilnego wie, jak sprawy rozpoznawane w trybie wyborczym dezorganizują pracę wydziałów. Ponadto cele postępowania wyborczego są odmienne niż postępowania w trybie prawa prasowego. Otóż celem postępowania prowadzonego w trybie wyborczym - ze względu na jego częściowo publicznoprawny charakter - jest ochrona prawidłowości kampanii wyborczej, a tym samym demokratycznego procesu wyborczego (Anna Rakowska "Palestra" 2011, nr 9-10). Obywatel ma bowiem prawo do rzetelnej i prawdziwej informacji, która musi ukazać się przed dniem wyborów, bo może realnie wpłynąć na wyborczy wynik. Porównywanie zatem tych dwóch postępowań - z lubością dokonywane przez polityków -nie ma sensu. W pierwszym trybie ważny jest dzień wyborów - czyli szybkość, natomiast w drugim nieograniczona terminem możliwość dojścia do prawdy. Oczywiście ktoś, kto ma odmienne zdanie, powie: "ale to przecież tylko sprostowanie, czyli stwierdzenie, czy naczelny prawidłowo odmówił sprostowania, czy nie". Ale gdy przeczytamy te osiem przesłanek, kiedy redaktor odmawia lub może odmówić sprostowania, to zrozumiemy, że to nie jest proces oparty tylko na dokumentach. Słowo "fakty" powtarza się tu dosyć często. A żeby je ustalić, musimy przeprowadzić dowody. Oczywiście jeśli ustawodawca tak postanowi, to sędziowie mogą wydawać wyroki tylko na aktach, bez świadków, oddalając wszystkie wyroki na podstawie samego pozwu i załączników. Tylko czy będzie się to odbywać w zgodzie z już istniejącą procedurą, która wymaga równego traktowania stron i wszechstronnej oceny całego materiału dowodowego, lub konstytucyjnej zasady - zapomnianej w tym przypadku - do rzetelnego procesu?

Właściwie to uchwalić można wszystko. Parlamentarzyści mogą uchwalić, że każdą sprawę rozpoznajemy w 30 dni, a skomplikowaną w 60, jak jest w kodeksie postępowania administracyjnego. A potem karać tych, którzy się w tym terminie nie zmieszczą. A później tych wielokrotnie ukaranych usuwać z zawodu. Nowych chętnych kolejka jest długa. Przy czym proszę o wybaczenie mi sarkazmu w ostatnim akapicie. Niestety, czasem mi się to zdarza po lekturze niektórych projektów.

Krótkie terminy rozpoznania spraw dotyczących sprostowania informacji w mediach mogą być uzasadnione jedynie możliwością zaistnienia nieodwracalnych skutków czy wielkiej szkody

@RY1@i02/2012/123/i02.2012.123.070000200.803.jpg@RY2@

Waldemar Żurek, członek Krajowej Rady Sądownictwa

Waldemar Żurek

członek Krajowej Rady Sądownictwa

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.