Sędziom wbrew
To, co powiem, nie przysporzy mi sympatyków wśród sędziów. Ale niech tam: nie wierzę, że przekazanie całości nadzoru nad sądami powszechnymi I prezesowi Sądu Najwyższego zdziała cuda. Nie kupuję argumentu, że dziś wszystkiemu winny jest minister sprawiedliwości i jego nadzór administracyjny nad sądami - choć uważam, że zakres imperium ministra powinno się interpretować ściśle. Nie chciałabym, aby I prezes SN przejął całkowity nadzór nad sądami powszechnymi, bo nie jestem naiwna. I pamiętam, że najważniejszy w kraju sąd nie chce wyłożyć na stół wszystkich kontraktów i nie potrafi zdobyć się na otwarte rozliczenie z tego, jak dysponuje publiczną kasą. Relacjonujemy kolejne potyczki w tej sprawie przed sądami administracyjnymi. I jak na razie - ręce opadają. Po stronie SN trudno bowiem zauważyć refleksję nad konstytucyjną zasadą transparentności działania organów władzy publicznej.
Wiem, że sędziom sądów powszechnych marzy się nadzór na wzór tego, który sprawuje prezes NSA nad sądami administracyjnymi. I to prawda, że tam nie ma praktycznie przewlekłości ani ministra sprawiedliwości, który się wtrąca z nadzorem. Ale to specyfika sądownictwa, w którym postępowanie dowodowe jest ograniczone, a pensje wysokie. Ale nawet w tym idealnym świecie sędziowie dorabiają we własnym sądzie na śmieciówkach, i nikt się temu nie dziwi. Dlatego to dla mnie żaden modelowy nadzór. Bo kto skontroluje kontrolującego?
@RY1@i02/2013/221/i02.2013.221.18300080b.802.jpg@RY2@
Barbara Kasprzycka kierownik działu prawo
Barbara Kasprzycka
kierownik działu prawo
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu