Mój nowy ogródek
Nie bałam się, kiedy w konstytucji zapisywano, że Polska może się zrzec kawałka swojej suwerenności na mocy międzynarodowych umów. Nie bałam się, kiedy otwieraliśmy granice, ujednolicaliśmy prawa konsumentów, nawet kiedy Unia chciała nam prostować banany - uznałam, że to nieszkodliwe fiksum-dyrdum. Dzieckiem byłam i wydawało mi się, że jeśli wszyscy ludzie się w ramach Unii ze sobą zaprzyjaźnią, to będzie im się żyło lepiej. I dopiero zaczynam rozumieć, że "im" to nie znaczy "nam".
Niepokój poczułam, kiedy na łamach DGP sprawdziliśmy, jak będzie działać europejskie oko Wielkiego Brata skierowane na drogi. Już w listopadzie połączymy się z siecią unijnych punktów kontaktowych, dzięki którym cały niemal kontynent będzie mógł dopaść polskiego pirata drogowego, nawet gdy ten wróci już z wojaży do kraju. Wzajemność, owszem, będzie - w teorii. My też będziemy mogli ścigać obcych piratów rozjeżdżających nasze drogi. Tylko że z przyczyn praktycznych nic im nie będziemy mogli zrobić.
Jakiś tydzień później opisaliśmy, jak się rysuje w naszym kraju sieć najlepszych dróg. Otóż rysuje się tak, że najlepsze drogi budujemy dla tranzytu. Dla własnych przedsiębiorców budujemy byle jakie.
Dziś kolejny kamyczek do mojego ogródka: dyrektywa transgraniczna sprawi, że Niemiec czy Francuz będą mogli w polskim szpitalu więcej niż Polak. Będzie wolno leczyć go komercyjnie, ale korzystając z publicznego sprzętu. My zaś będziemy musieli odczekać swoje w publicznej kolejce.
Mój nowy ogródek uprawiam z coraz większym zapałem. Czekam na kolejne okazy. I wiem, że się nie zawiodę.
@RY1@i02/2013/186/i02.2013.186.00000020a.802.jpg@RY2@
Barbara Kasprzycka kierownik działu prawo
Barbara Kasprzycka
kierownik działu prawo
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu