Moje drogie pieniądze
Organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi (ozz) zaproponowały drastyczną podwyżkę opłat od urządzeń reprograficznych oraz objęcie nimi nowych kategorii: już nie tylko kopiarki, nagrywarki, skanery i twarde dyski, lecz także komputery, smartfony, tablety, telewizory itd. Nie doczytałam się, czy sprawa dotyczy także lodówek z wyświetlaczami oraz tego, jak od takiej lodówki będzie liczona wartość daniny.
Bez względu na to, jaka idea stoi za opłatami reprograficznymi (rekompensowanie twórcom rozpowszechniania ich dzieł w ramach dozwolonego użytku) - są one rodzajem podatku. Narzucone zostały ustawą - jak to podatek - i obejmują wszystkie rodzaje urządzeń niezależnie od tego, czy ich nabywca w ogóle ma połączenie z internetem, żeby cokolwiek ściągać, czy też nie.
Różnica jest taka, że o podatkach, w teorii, mogę wiedzieć niemal wszystko. Kto je ściąga, co z nimi robi, komu daje w danym roku więcej, komu mniej i dlaczego. Na tym polega bycie obywatelem: płacę, więc wymagam - przynajmniej wiedzy.
Tymczasem o OZZ wiem tyle, co nic. Informacje o tym, ile pieniędzy dostały oraz jak je rozdysponowały, pojawiają się z dużym opóźnieniem (na początku roku pisaliśmy o danych za 2011 r.) i są bardzo skąpe. Bo wścibskiemu podatnikowi nie wystarczy podać, ile pieniędzy zostało wypłacone twórcom. Przydałoby się poinformować także, według jakich zasad są one rozdzielane. Szczerze mówiąc - nie miałabym nic przeciwko, gdyby do wglądu były zestawienia, jaki twórca jaką kwotę uzyskał. W końcu nie mówimy tutaj ani o wynagrodzeniach, ani o honorariach, tylko o rekompensatach, jakie są wypłacane z moich pieniędzy. Nie wiem też, kto kieruje poszczególnymi instytucjami, jakie mają one zatrudnienie, ile płacą prezesowi, a ile wydają na czynsze.
Wiem jedynie, że organizacje te chcą zwiększyć swoje wpływy, i to w sposób drastyczny - w końcu mówimy o objęciu opłatami milionów urządzeń i kilkukrotnej podwyżce stawek - choć nie rozliczyły się z dotychczas otrzymanych publicznych pieniędzy w sposób, do jakiego jestem przyzwyczajona w przypadku instytucji otrzymujących wpływy z publicznych danin.
A przecież z pieniędzmi jest trochę jak z dziećmi: własnych nie lubię tracić z oczu. Ale jeśli już stracę - chciałabym wiedzieć, jaki spotkał je los.
@RY1@i02/2013/185/i02.2013.185.18300040b.802.jpg@RY2@
Barbara Kasprzycka kierownik działu prawo
Barbara Kasprzycka
kierownik działu prawo
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu