Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Przepisy nie zmienią mentalności

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Im bliżej najważniejszych rozstrzygnięć rewolucji w zarządzaniu odpadami komunalnymi, tym większe odnoszę wrażenie, że jest to zmiana, która z jednej strony wszystkim się nie podoba, a z drugiej jest niepotrzebna, bo nie przyniesie zamierzonych efektów. To, co próbuje się u nas zrobić z odpadami, przypomina nieco budowanie domu bez fundamentów.

Gdy wspominam relacje prasowe czy telewizyjne sprzed wielu miesięcy, kiedy trwały prace nad nowelizacją ustawy z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 391 z późn. zm.), przed oczami stają mi obrazy zaśmieconych lasów, które miały odzyskać swój blask dzięki uszczelnieniu systemu zarządzania odpadami. Samorządy miały odbierać od mieszkańców śmieci, by mieć pewność, że te trafią na wysypiska czy do sortowni, a nie na łono natury.

Tymczasem dziś dochodzą do mnie głosy mieszkańców, że część z nich z czystej przekory lub w proteście przeciwko wysokiemu podatkowi śmieciowemu nadal będzie wyrzucać nieczystości do lasów. Takie opinie to kwintesencja całego problemu. Nie chodzi ani o stawkę opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi, ani nawet o perturbacje przy rozstrzyganiu przetargów. Problemem jest mentalność. To właśnie o jej zmianę powinniśmy zadbać, zmiany legislacyjne byłyby już wtedy naturalną ich konsekwencją.

Podstawą jest edukacja, dzięki której przeciętny mieszkaniec zrozumie, że wyrzucając śmieci do lasu, czyni na złość nie urzędnikom z gminy, ale głównie sobie i swoim dzieciom. Niszczy bowiem środowisko, w którym przyjdzie wszystkim w przyszłości żyć. Edukowanie społeczeństwa powinno poprzedzić cały skomplikowany proces zmian techniczno-organizacyjnych, który obecnie przechodzimy. Tymczasem nawet obecnie wiele gmin nie radzi sobie z przekazywaniem mieszkańcom informacji.

Za przykład niech posłuży tu moja babcia, mieszkanka jednej z mazowieckich wsi. Choć jak sprawdziłem w biuletynie informacji publicznej, jej gmina już na początku grudnia ubiegłego roku przyjęła pakiet uchwał śmieciowych, babcia do dziś nie wie, ile ma płacić. Co więcej, jako wiekowa osoba nie rozumie, dlaczego miałaby segregować śmieci, skoro przez całe życie nigdy tego nie robiła. Było wystarczająco dużo czasu, by gminni urzędnicy dotarli do babci i jej sąsiadów, by wytłumaczyć im, jakie korzyści - materialne czy zdrowotne - płyną z selektywnej zbiórki dla ludzi i dla środowiska.

Wiem, to trudne, ale właśnie w ten sposób wpływa się na świadomość obywateli. Mentalności nie da się ukształtować przepisami, potrzeba do tego pracy u podstaw. Ludzie przede wszystkim muszą zrozumieć sens zmian. Wtedy łatwiej będzie im się do nich dostosować. W trakcie rewolucji śmieciowej wyraźnie zapomniano o zapewnieniu prawidłowego przepływu informacji, co moim zdaniem jest głównym powodem kontrowersji, jakie wywołują zmiany. A trzeba pamiętać, że informacja w dzisiejszym społeczeństwie stanowi narzędzie, za pomocą którego można zdziałać bardzo dużo.

Skoro jednak tego zabrakło, ludzie - jak słusznie zauważył Witold Wojtas w niedawnym raporcie Forum Obywatelskiego Rozwoju "Nie warto grzebać w śmieciach" - w obliczu rewolucji mogą się poczuć jak towar w rozstrzygnięciach pomiędzy urzędnikami a przedsiębiorcami z branży zagospodarowania odpadów. Samorządowcy muszą sobie wreszcie uświadomić, że obywatele są niezwykle ważnym ogniwem w obecnie zachodzących procesach i trzeba ich przekonać, dlaczego środowisku potrzebne jest ich zaangażowanie.

Wyraźnie zapomniano o zapewnieniu prawidłowego przepływu informacji, co jest głównym powodem kontrowersji

@RY1@i02/2013/093/i02.2013.093.08800020b.802.jpg@RY2@

Piotr Pieńkosz, dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Piotr Pieńkosz

dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.