Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Plaga p.o. niszczy administrację

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Nikt głośno nie mówi o psuciu czy wręcz niszczeniu administracji przez trzymanie na stanowiskach osób bez konkursów

Co wspólnego z szarańczą mają osoby, które w administracji rządowej i samorządowej powołano na stanowisko pełniących obowiązki? Na pierwszy rzut oka niewiele. Jeśli jednak przyjrzeć się jednemu i drugiemu zjawisku, to analogie nasuwają się same. Mianem szarańczy określa się bowiem taką liczbę pożytecznych skądinąd żyjątek, które z uwagi właśnie na swoją liczbę sieją potężne spustoszenie w świecie przyrody. Ludzie zwykli wtedy mówić o pladze, która jest dopustem bożym. Plagą, z uwagi na swoje rozmiary w administracji, jest też rzesza osób, które nie są pełnoprawnymi, bo wyłonionymi w drodze konkursu lub naboru dyrektorami czy kierownikami jednostek. Specjaliści od prawa pracy skalę tego zjawiska również określają mianem plagi. Pytanie tylko, czy ma ona równie niszczycielski charakter...

Idea leżąca u podstaw utworzenia służby cywilnej była słuszna i nikt chyba dziś jej nie kwestionuje, ale patrząc na obecną administrację i zasady powoływania osób na wysokie stanowiska, trudno oprzeć się wrażeniu, że praktyka stała się karykaturą całego planu i zamysłu stworzenia armii profesjonalnych i apolitycznych urzędników. No bo jak sprawiedliwie oceniać profesjonalizm służby cywilnej, gdy nie ma gwarancji powołania na odpowiedzialne stanowiska osób, które spełniają wysokie standardy oraz dają gwarancję fachowości i prawości. I nie chodzi tylko o kwestię przeprowadzania samych konkursów, ile ich brak. Administracja do perfekcji doprowadziła bowiem sposoby trwania na stanowiskach osób powołanych jako p.o. W zależności od administracji różne są tylko metody utrzymania tego status quo - np. w administracji podatkowej do perfekcji doprowadzono przeprowadzanie konkursów, które nie są w stanie wyłonić najlepszego kandydata.

Apolityczność służby cywilnej to druga kwestia. O dziwo nikt głośno nie protestuje wobec praktyk wymieniania osób na stanowiskach po wygranych wyborach czy to samorządowych, czy do parlamentu. Dlaczego? Bo robią to wszyscy po dojściu do władzy, od lewa do prawa. Tymczasem taka praktyka nijak ma się do założonego - i przewidzianego w przepisach o służbie cywilnej - zakazu identyfikowania się urzędników z określoną partią czy siłą polityczną. Jaki ma to wpływ na wydawane decyzje, aż strach pomyśleć.

Od lat mówi się w Polsce o erozji prawa, nikt głośno jednak nie mówi o psuciu czy wręcz niszczeniu administracji przez trzymanie na stanowiskach osób bez konkursów i o tym, jak źle to wpływa na morale armii urzędników. Nikt uczciwie nawet nie zbadał skali tego zjawiska. Tymczasem upadek ducha jest wyraźnie zauważalny w administracji. Brak jasnych reguł awansu, znajomości i układy oraz niedocenianie kompetencji to główne przyczyny niesprawiedliwego - w odczuciu samych urzędników - systemu awansów, co widać z ankiety przeprowadzonej przez NIK przy okazji kontroli funkcjonowania służby cywilnej w ramach obowiązującego prawa.

Czas najwyższy skończyć z ręcznym sterowaniem administracją. Czas odejść od wymiany osób na kierowniczych stanowiskach. Już czas zacząć cenić stabilność. Bo jak pokazał choćby niedawny ranking DGP "Perły samorządu", te gminy, w których wójt, burmistrz czy prezydent miasta był wybierany na kolejną z rzędu kadencję, czyli te, w których w ostatnim czasie wielkich rewolucji kadrowych nie było, okazywały się lepsze.

Dlatego uważam, że pojawiające się ostatnio pomysły ograniczania liczby kadencji włodarzy mogą okazać się dla lokalnej administracji tak samo niebezpieczne jak wymiana urzędników na wysokich stanowiskach po każdej kadencji rządzących państwem. Dlaczego wójt czy burmistrz nie miałby rządzić dłużej, jeśli robi to dobrze i dobrze oceniają go mieszkańcy? Wszelkie pomysły ingerujące w ten wybór to jak kij w szprychy rozwoju lokalnej samorządności, podobnie jak urzędnicy p.o. sprawujący stanowiska - dla rozwoju administracji. Podcinają skrzydła i odbierają wiarę urzędnikom w sens ich zaangażowania dla dobra kraju, a to jest chyba gorsze niż plaga szarańczy.

@RY1@i02/2013/036/i02.2013.036.08800020b.802.jpg@RY2@

Grażyna J. Leśniak dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Grażyna J. Leśniak

dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.