Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Dlaczego nadal milczymy?

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Łańcuszek pośredników był imponujący. Obejmował - choć pewnie nie wymienię wszystkich - Polskę, Rumunię, Cypr, Włochy oraz Francję. Przez te kraje przewędrowało końskie mięso, zanim znalazło się na Wyspach Brytyjskich w mrożonych hamburgerach, które z koniną miały nie mieć nic wspólnego. Hamburgery zostały zresztą wyprodukowane przez należącą do Szwedów firmę. Kiedy trefne mięso wykryto, podniósł się krzyk, że hamburgery zostały skażone koniną z Polski. Mogłoby się niekiedy wydawać, że nasza żywność jest krytykowana przez pół Europy. Tu konina, tu Duńczycy nie chcą jedzenia z Polski w jednej ze swoich sieci supermarketów, od dawna kręcą na nie nosami Czesi i Słowacy, co i rusz znajdując jakieś zakazane substancje. Tylko to w gruncie rzeczy jednostkowe przypadki w strumieniu żywności za 17 mld euro, która w zeszłym roku pojechała od nas w świat. No i pewnie przy okazji przypadki wyolbrzymione przez czarny PR, ale to już inna historia.

Polska żywność się wybroni, o ile rynki, na które trafi, będą otwarte i będą działały w warunkach zwykłego wyścigu konkurencyjnego. Tutaj charakterystyczny jest przykład Duńczyków, którzy nie chcą w swojej sieci polskiej żywności. Mamy w Unii swobodny przepływ towarów? Mamy. Ale supermarkety są naszą prywatną korporacją, która kieruje się decyzjami właścicieli. Nie chcemy w nich polskiego jedzenia - i co nam Unia zrobi? Oczywiście, że nic i każdy ma prawo sprzedawać w swoim sklepie to, co chce. Tylko że mamy tu do czynienia z całkiem poważnym problemem, na który mocno skarży się coraz więcej polskich przedsiębiorców. To rodzaj odmiany współczesnego protekcjonizmu gospodarczego. Dopuszczanie nowych graczy do rynku nie jest blokowane na poziomie administracji, choć i to się zdarza, lecz na poziomie korporacji, z którymi nowy gracz miałby współpracować.

Jeden z właścicieli firm opowiadał mi niedawno bardzo charakterystyczną historię. Działa w branży kolejowej, chciał wejść na rynek niemiecki. Uzyskał odpowiedni certyfikat od odpowiednika naszego Urzędu Transportu Kolejowego. Ale później okazało się, że jest potrzebny jeszcze jeden certyfikat - od Deutsche Bahn. Drobiazg, właściwie certyfikacik. Tylko że tego dokumentu nie jest w stanie zdobyć od pięciu lat. I znowu: każda firma może kierować się własnymi zasadami i dobierać sobie partnerów, jakich tylko chce. Tylko zadziwiająco często i coraz częściej są to partnerzy rodzimi bądź operujący w tym samym regionie. Dla nowych graczy jakoś nie ma miejsca.

Na tym tle Polska wydaje się oazą otwartości. Zarówno na poziomie zamówień publicznych, jak i samych korporacji. Zresztą wybuchłby skandal, gdyby któraś z sieci handlowych ogłosiła, że z zasady nie będzie sprzedawać wyrobów, dajmy na to, holenderskich. Co więcej, pewnie natychmiast mielibyśmy do czynienia z PR-owską i dyplomatyczną ofensywą holenderskiej administracji, która głośno upomniałaby się o interesy tamtejszego biznesu.

Szczerze mówiąc, nie mam pewności, czy strona polska również byłaby gotowa do takiej ofensywy. Być może się mylę, ale nie pamiętam, by kiedykolwiek coś takiego przeprowadzono. Ale wygląda na to, że warto się do tego przygotować, bo znękana kryzysem Europa będzie wpadała na kolejne pomysły w ramach nowoczesnego protekcjonizmu. Pewnie dużym błędem byłoby odpowiadanie tym samym. Ale koniecznością jest głośne upominanie się o równość szans. I dla kraju, i dla przedsiębiorców.

@RY1@i02/2013/033/i02.2013.033.00000280d.802.jpg@RY2@

Marcin Piasecki, wydawca Dziennika Gazety Prawnej

Marcin Piasecki

wydawca Dziennika Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.