Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Polskie mity: decydujący cios

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Tekst demaskujący mity polskiej debaty o gospodarce ("Mity polskiej niedoli", DGP z 1-3 lutego 2013 r.) poruszył czytelników. Były pochwały ("Nareszcie gazeta, która nie powtarza komunałów"), ale i obiekcje. Za pierwsze dziękujemy. Za drugie też dziękujemy i pozwalamy sobie odpowiedzieć.

Najwięcej protestów wzbudziła dekonstrukcja mitu numer 1 o horrendalnie wysokich kosztach pracy w Polsce. To one mają być głównymi winowajcami wysokiego (i rosnącego) poziom polskiego bezrobocia. Przypomnijmy, że nasza argumentacja obalająca to przekonanie opierała się na statystykach porównawczych OECD i Eurostatu. Z obu wynikało, że Polski do grona krajów o wysokim poziomie kosztów pracy jako żywo zaliczyć nie można. Jest dokładnie odwrotnie. W statystykach OECD mniej za godzinę pracy płaci się tylko w... Meksyku. A cały nasz region (Estonia, Czechy, Słowacja) jest droższy. Podobny wniosek płynął z lektury doniesień Eurostatu, według którego tańsze od Polski są tylko Bułgaria, Litwa i Łotwa (OECD nie ujmuje ich w swoich zestawieniach).

Taki dowód kilku czytelników uznało jednak za zbyt płytki. Ich zarzuty można podsumować następująco: "porównywanie różnych krajów o różnym poziomie rozwoju i kosztach życia ma znaczenie jedynie dla globalnego inwestora zastanawiającego się, w której części świata otworzyć fabrykę. Dla lokalnego przedsiębiorcy czy pracownika znaczenie ma raczej wysokość klina podatkowego. Czyli tego, jaki procent kosztu pracy trafia prosto w łapy fiskusa". Celna uwaga. Zerknęliśmy więc do Eurostatu (dane za 2011 r.). Ale i tu nie znajdziemy dowodów na to, by nasz kraj był jakoś nadmiernie przefiskalizowany. Największą podatkową czapę na koszty pracy nakładają Belgowie (49,7 proc.), Francuzi (46,5 proc.) i Niemcy (45,6 proc.). Ale z nimi się przecież nie porównujemy, bo to kraje bogatsze. Patrzmy raczej tradycyjnie na sąsiadów: Czechów (39,5 proc.), Słowaków (36,1 proc.), Węgrów (45 proc.) albo Litwinów (38,8 proc., ale są to dane za rok 2010, bo nowszych nie ma). I nawet na ich tle polski fiskus nie wychodzi na specjalnego żarłoka. Bo u nas klin to 33,4 proc. I to z tendencją mocno spadkową, bo jeszcze w roku 2007 wynosił on 37,1 proc. Wniosek stąd prosty, że w ostatnich latach fiskus więc pracodawcę odciążył, a nie odwrotnie. Żeby nie było niejasności. Są w Europie kraje, gdzie pracodawca jest obłożony daninami słabiej. Ale nie jakoś zasadniczo słabiej. Portugalia, Bułgaria i Holandia (po 33 proc.) grają mniej więcej w tej samej lidze. Odstają tylko Irlandczycy (21 proc.). No i raje podatkowe na Cyprze oraz Malcie. Ale ten pierwszy już balansuje na granicy bankructwa i pewnie będzie musiał swoją politykę fiskalną przemodelować.

Jakkolwiek by liczyć, teza głosząca, że Polska ma horrendalnie wysokie koszty pracy, jest nie do utrzymania. I nie sposób już dłużej budować na niej opowieści o tym, że fatalna sytuacja na polskim rynku pracy bierze się właśnie z nadmiernego uciskania sektora prywatnego przez fiskusa. Faktycznych przyczyn trzeba zacząć szukać gdzie indziej. Może czas dopuścić do głosu również argumentację popytową. Im więcej pieniędzy dostaną ludzie o niezaspokojonych potrzebach konsumpcyjnych, tym bardziej ich konsumpcja nakręci gospodarkę. Służyć temu może budowanie rozsądnego państwa dobrobytu. Ale takich dyskusji w Polsce nie ma, bo ciągle kręcimy się w kółko, powtarzając: złe podatki, zły fiskus, złe państwo. I właśnie dlatego napisaliśmy tekst o mitach polskiej gospodarki. Mam nadzieję, że nie na próżno.

@RY1@i02/2013/028/i02.2013.028.000000200.802.jpg@RY2@

Rafał Woś, dziennikarz DGP

Rafał Woś

dziennikarz DGP

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.