Nie zabijajcie posłańca
Niestety, na razie wszystko wskazuje na to, że polski biznes zaliczył bardzo nieudaną lekcję. Poszło o wafle i rurki, które powstały z zanieczyszczonego mleka w proszku. Czym zanieczyszczonego? Tego nie wiemy i szybko się nie dowiemy, gdyż, jak się okazało przy okazji, polskie służby sanitarne nie są w stanie tego stwierdzić. Trzeba było zaprząc do żmudnego badania nieszczęsnego mleka speców od kryminalistyki. Przyznam, te wieści dotyczące sprawności analitycznej naszego aparatu sanitarnego sprawiły, że - by tak rzec - poczułem się nieco mniej pewnie. Ale być może to kwestia przewrażliwienia.
N ie to jednak w całej historii jest najgorsze. Oczywiście przy założeniu, że nikt z powodu trefnego mleka nie dozna uszczerbku na zdrowiu - oby tak było. Już są jednak poszkodowani w innym wymiarze. Otóż najmocniej straciła na wizerunku firma, która w tej całej historii zachowała się najbardziej fair. Magnolia z Lubska, producent tychże wafli i rurek. To dzięki czujności jej pracowników udało się stwierdzić, że z mlekiem coś jest nie tak. To ta firma natychmiast podniosła raban na pół Polski i podjęła starania o wycofanie ze sprzedaży wszystkich jej produktów mogących budzić jakiekolwiek podejrzenia. Wezwała do zbadania mleka wspomniane służby sanitarne, co, jak wiemy, się nie udało, ale to już nie jej wina. Słowem, wygląda na to, że Magnolia zrobiła wszystko, co mogła zrobić.
I co? Mamy aferę waflową, a nie mleczną. Śledząc doniesienia dotyczące tej sytuacji, dyskusje w internecie, a nawet w jakimś stopniu oficjalne komunikaty, okazuje się, że istnieje jeden ośrodek tego całego zamieszania i poniekąd jeden winny. Magnolia z Lubska. Nieważne, że istnieli inni odbiorcy trefnego mleka i nie za bardzo wiadomo, co się dzieje z ich wyrobami. Nieważne, że znany jest producent proszkowanego mleka z wkładką. Strzela się do posłańca przynoszącego złe wieści.
Na tej historii wygrywają ci, którzy siedzą cicho. I jej wydźwięk jest niestety taki, że opłaca się siedzieć cicho. Tuszować kryzys, zamiatać pod dywan, absolutnie nie nagłaśniać sprawy, dopóki się da. A że w grze jest zdrowie ludzkie - trudno.
Naiwnością byłoby sądzić, że historia ze skażonym mlekiem jest w Polsce jedyna. Mieliśmy już odświeżanie kilkuletnich wędlin czy dodawanie soli drogowej do wyrobów spożywczych i kilka innych afer. Ile? Czy te ujawnione to tylko wierzchołek góry lodowej? Tego nie wiemy i zapewne nigdy się nie dowiemy. Bo bardziej opłaca się zamiatać pod dywan, a nie - tak jak Magnolia - bić na alarm.
Być może firma z Lubska popisała się kompletnym niezrozumieniem reguł kryzysowego PR. Co więcej, istnieją głośne światowe wzorce lekceważenia problemów. Nieodległą chyba przecież od nich historią jest całe zamieszanie z Dreamlinerem i jego usterkami, o których Boeing przez jakiś czas mówił jakby półgębkiem. Istnieje jednak też druga strona medalu, czyli tak przerażająco czasem nieważne kategorie dla biznesu, jak zaufanie klientów i zdrowie konsumentów.
W Polsce istnieje bodaj kilka nagród, które promują przedsiębiorstwa kierujące się regułami fair play. Szanowne kapituły, pamiętajcie o Magnolii z Lubska.
@RY1@i02/2013/018/i02.2013.018.00000280a.802.jpg@RY2@
Marcin Piasecki, wydawca DGP
Marcin Piasecki
wydawca DGP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu