Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Zjazd szkolny

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 12 minut

Ach, szkoła. Szkoła! Miejsce, gdzie zdobywamy Wiedzę, zbliżamy się do Prawdy; miejsce, w którym dojrzewamy do Człowieczeństwa i stajemy się Obywatelami. A także miejsce, w którym subtelny proces kształtowania młodych umysłów tak jest jakoś zorganizowany, że ma więcej skutków ubocznych niż prozac, zoloft i adderall razem wzięte. Takim skutkiem ubocznym, który truje człowiekowi duszę jeszcze długie lata po opuszczeniu murów szkoły, jest na przykład odwieczny szkolny podział na fajnych i niefajnych.

Czy w szkole byłeś fajny, czy niefajny? Ci, którzy nie są pewni, powinni udać się w kierunku najbliższej wypożyczalni filmów (i to szybko, te twory zaraz przestaną istnieć!) i wziąć sobie jakiś amerykański film o szkole średniej (na myśl przychodzą takie tytuły jak "Zemsta frajerów" czy "Wredne dziewczyny"). Cała nastoletnia kultura USA opiera się bowiem na fundamentalnej dychotomii między dzieciakami popularnymi (do tej grupy tradycyjnie należy drużyna futbolowa, cheerleaderki, fajne laski, fani niebezpieczeństw i blond chłopcy w dobrych samochodach) a resztą (ludźmi pozbawionymi darów koordynacji, urody, zamożności i - szczególnie w środku kontynentu - jasnej skóry). Popularni mają dobrze, bo są zapraszani na przyjęcia, gdzie mogą spożyć alkohol i mają możliwość zażycia uroków wczesnego seksu. Niepopularni (kujoni, pryszczaci, gracze w RPG, grubi chłopcy z tylnych ławek i ta zamknięta w sobie dziewczyna w wojskowej kurtce z włosami opadającymi na twarz - nikt nigdy nie wie, o czym ona myśli) mają niefajnie, bo nie dość, że na imprezy nie chodzą, na seks nie mają ani warunków, ani odwagi, to jeszcze w szkole mogą znienacka dostać w łeb od futbolistów.

W Polsce na szczęście podział na fajnych nie jest ani tak kulturowo uświęcony, ani tak ściśle regulowany normatywnie. Fajność jest bardziej egalitarna. Może się na przykład zdarzyć w jakimś liceum, że w porywie antyamerykańskiej herezji zamyślone dziewczę w wojskowej kurtce jest bardziej cool niż klon Britney Spears. Ale jakkolwiek by ten podział przebiegał, ma on zawsze jeden i ten sam skutek: fajni tworzą grupę bardziej bezwstydną, w której brak poczucia stłamszenia, a presja eskalująca ryzyko i smak mocy pozwalają na wspólne życiowe eksperymenty (znów seks, alkohol, wycieczki w góry na tak zwane grzyby). A ty - czy byłeś fajny? Czy bawiłeś się na koedukacyjnych imprezach, gdzie cierpki smak skręta trzeba było zapijać wódką, a potem robiło się jeszcze inne rzeczy, o których tu zmilczę?

Statystycznie rzecz biorąc, pewnie nie. Fajnych, żeby byli fajni, musi być mniej niż niefajnych. Więc prawdopodobnie zdarzało ci się w niemodnym sweterku spędzać przerwy w łazience w towarzystwie książki, próbując w ten sposób uniknąć kolczastej szkolnej rzeczywistości (ja ten swój sweter mam do dziś). Pewnie czasem też kopnąłeś bogu ducha winne drzwi toalety, no bo czemu kosmos jest tak zorganizowany, że ty, człowiek w gruncie rzeczy sensowny, nawet jeśli pryszczaty, żyjesz jak ten kret pod ziemią, podczas gdy nad tobą, w prawdziwym świecie, słychać śmiech i gra muzyka? Jeśli tak było, to gratuluję! Nadeszła bowiem chwila prawdy, odwróci się twój los i karma w końcu zapracuje na twoją korzyść.

Według badań bowiem, o których niedawno można było przeczytać w magazynie naukowym "Child Development" (numer wrzesień/październik 2014), fajność w szkole średniej w żadnym stopniu nie przekłada się na fajność późniejszą. Tak! Badania były zrobione całkiem porządnie i ciągnęły się lat 10 - naukowcy śledzili drogę życiową ze szkoły średniej w dorosłość prawie dwustu dzieciaków. Ci, którzy bardzo chcieli zaimponować innym, pragnęli skupiać na sobie uwagę i być w centrum zainteresowania (a co za tym idzie, wcześnie i z przytupem angażowali się w pseudodorosłe zachowania, od przypadkowych kontaktów seksualnych po używkowe wariacje), mieli potem duże problemy ze związkami, przyjaźnią i ogólną dojrzałością. Częściej też nadużywali alkoholu, nie dostawali się na studia, byli ogólnie nieprzystosowani i zdarzały się im afery kryminalne. A wypuszczeni ze szkolnego więzienia smutni, cisi, pryszczaci, nerdy i frajerzy rozkwitali, wystawiając twarze do słońca. Badacze nazwali to "efektem zjazdu szkolnego" - to tam właśnie cheerleaderki plują sobie w brodę, widząc, że smutas z trądzikiem, którego z hukiem odrzuciły, jest dziś, na przykład, Billem Gatesem.

Nauka z tego jest dwojaka. Po pierwsze: my, w szkole niefajni, średnio fajni i fajni tylko okazjonalnie, nie możemy tracić ducha. A po drugie: fortuna kołem się toczy, nie śmiej się, dziadku, z czyjegoś wypadku, a także uważaj, czyją głowę wkładasz do klozetu, bo jest to najprawdopodobniej twój przyszły szef.

@RY1@i02/2014/207/i02.2014.207.00000100c.802.jpg@RY2@

Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Karolina Lewestam

etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.