Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Ekonomia nie radzi sobie z mierzeniem cyfrowego świata

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Opinia

Tuż po wielkiej depresji okazało się, że nie ma właściwych miar do objęcia rozmiaru kryzysu oraz wielkości wzrostu gospodarczego. Dlatego Simon Kuznets, późniejszy noblista, zaproponował w 1934 r., aby bogactwo liczyć w PKB. Nie od razu przekształcił on sposób myślenia XX-wiecznych ekonomistów. Już po konferencji w Bretton Woods PKB stał się ważnym narzędziem w rękach badaczy. Tak naprawdę dopiero w 1990 r. wszystkie ważne instytucje (takie jak Bank Światowy, OECD, MFW) doszły do wniosku, że to idealny wskaźnik. Dziś nie ma analiz, w których brakuje tego podstawowego sposobu mierzenia gospodarek. Rządy, agencje ratingowe, instytucje wypatrują, w jakim tempie rośnie czy spada PKB na kwartał. Badacz brytyjski Angus Maddion przeliczył nawet dane wstecz, aż do 1830 r. Tyle tylko, że w XXI wieku PKB staje się kulą u nogi. Już Kuznets, jego pomysłodawca, ostrzegał przed uznawaniem PKB za miarę bogactwa społeczeństw. Wielu protestowało przeciw stawianiu go na piedestale. Nie dlatego, że nie uwzględnia szarej strefy, szczęścia, ochrony środowiska czy zdrowia, jak chcieliby zwolennicy innych wskaźników, takich jak HDI. Powód jest inny - PKB psuje i wypacza mierzenie wartości w gospodarce cyfrowej.

Kiedyś za rozmowę musieliśmy płacić. Obojętnie, czy telefoniczną, czy komórkową. Gdy dziś zamiast telefonu używam Skypea, nie generuje to ani złotówki PKB. Ale wartość dla mnie ma taką samą jak rozmowa telefoniczna.

Inny przykład. Zamiast kontaktować się ze znajomymi listownie, pisuję do nich na Facebooku natychmiast, niezależnie od miejsca, w którym jestem. Kiedyś listy czy nawet SMS-y kosztowały mnie więcej i zabierały mi więcej czasu.

Trzydzieści lat temu, chcąc kupić książkę, trzeba było wyjść z domu, dojechać do księgarni (kupić bilet!), wybrać książkę, kupić (u kasjerki!) i wrócić. Dziś wszystko jest online. Wystarczy jedno kliknięcie. Szybciej, taniej, efektywniej. Wspaniale. Dlatego jako społeczeństwa jesteśmy bogatsi. Nie musimy kupować biletu, tracić czasu na dojazd, ale i kasjerka nie ma pracy - musi zająć się czymś innym.

Cyfryzacja świata przyczyniła się do głębokich zmian w prowadzeniu biznesu. Rynek dziennikarski skurczył się dramatycznie. Na rynku muzycznym jest zastój, bo jest on dwa, a może trzy razy mniejszy niż dawniej. To samo, co z muzyką, dzieje się z filmami. Część jest za darmo, część kosztuje mniej niż dawniej. Jednocześnie w sieci powstaje mnóstwo projektów, które mają za zadanie ułatwiać nam życie. Praca przy nich kosztuje, są one warte olbrzymie pieniądze, gdy często mają kłopoty z uzyskaniem rentowności. Na przykład Skype został kupiony w 2011 r. przez Microsoft za astronomiczną kwotę 8,5 mld dol. Bogaci są. Stać ich na to, nawet jeżeli Skype nie przynosi zysków. Wiele jest firm, których wycena jest astronomiczna, podczas gdy mają one kłopot, aby na siebie zarabiać.

Możliwość multiplikowania dóbr w formie komputerowych zapisów, bitów, przy zerowych kosztach własnych i wysyłania ich po całym świecie dzięki cyfryzacji jest rzeczą bez precedensu. Prowadzi do dramatycznego obniżenia cen produktów. Ekonomia uczy, że gdy niedobór spada, cena również. Gdy niedobór zamienia się w obfitość, zgodnie z prawami ekonomii, cena spada do zera. I w ten sposób wiele usług czy produktów świata cyfrowego jest jak tlen, dostępne dla wszystkich. To, że są darmowe lub półdarmowe to nie znaczy, że nie mają wartości. Miara PKB po prostu jej nie liczy. Według niej cyfryzacja nie wzbogaca nas, a czyni biedniejszymi. Tworzy wartość, ale nie w statystykach. Tymczasem jesteśmy bogatsi niż kiedykolwiek wcześniej. Po prostu tego nie dostrzegamy. Skoro nikogo nie dziwi to, że jeżeli chcemy się czegoś dowiedzieć, to szukamy w Google, a nie jak kiedyś w bibliotece, to czy aby nie powinniśmy zastanowić się, czy faktycznie wzrost gospodarczy w ostatnich latach wyhamował? I jak go alternatywnie zmierzyć, tak aby uwzględnić lukę w statystykach PKB, który wybiórczo obejmuje działalność w sieci.

@RY1@i02/2014/175/i02.2014.175.00000070a.802.jpg@RY2@

Sergiusz Prokurat ekonomista, dyrektor CSPA, autor wydanej w USA książki "Work 2.0: Nowhere to hide"

Sergiusz Prokurat

ekonomista, dyrektor CSPA, autor wydanej w USA książki "Work 2.0: Nowhere to hide"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.