Pozorne wybory wspólnej Europy
Im bardziej rosną kompetencje Parlamentu Europejskiego, tym mniejsze zainteresowanie wśród Europejczyków budzą wybory do niego. W każdych kolejnych frekwencja spadała, a w przyszłym tygodniu zapewne po raz pierwszy zejdzie poniżej 40 proc. Na dodatek większość z tych, którzy już pofatygują się do urn, zrobi to nie dlatego, by poprzeć jakąś wizję Europy, tylko aby wyrazić swoje niezadowolenie z aktualnie rządzących we własnym kraju.
Można ubolewać nad tym, że Europejczyków nie interesuje europarlament - i na pewno unijni politycy będą to robić - gdyby nie jedno "ale". W eurowyborach wybór jest tylko pozorny. Niezależnie od wyników pewne jest, że przez pierwsze pół kadencji przewodniczącym parlamentu będzie chadek, przez drugie - socjalista, ewentualnie odwrotnie. Komisję Europejską zawsze tworzy wielka koalicja trzech głównych partii politycznych - chadecji, socjalistów i liberałów, a jedyną niewiadomą jest to, czy komisarzami podzielą się teraz w stosunku 11:11:6 czy może 12:11:5.
Oczywiście europarlamentarna arytmetyka nie pozwala na zbyt wiele kombinacji i taka koalicja czasem naprawdę jest jedynym wyjściem, ale wprowadzenie większej konkurencji i zasady, że mogą być zwycięzcy i pokonani, na pewno poprawiłoby frekwencję. Sam ze znacznie większym przekonaniem szedłbym głosować, wiedząc, że chodzi o zwycięstwo mojej opcji politycznej i przegraną przeciwnej. Mecz, o którym z góry wiadomo, że zakończy się remisem, nikogo nie zainteresuje.
@RY1@i02/2014/092/i02.2014.092.00000020a.802.jpg@RY2@
Bartłomiej Niedziński dziennikarz działu Dziennik
Bartłomiej Niedziński
dziennikarz działu Dziennik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu