Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Formularz lepiej pachnie

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Próbowałam rozwiązać z pozoru proste zadanie, jakim powinno być podliczenie, ile odpadów gmina zebrała w ciągu roku od swoich mieszkańców, a ile z tego udało się w rozsądny sposób zagospodarować. I, podobnie jak to ma miejsce w przypadku przedsiębiorców, okazało się, że formularze są bardzo rozbudowane. Ich wypełnienie zgodnie z wymaganiami urzędów marszałkowskich i resortu środowiska jest na tyle skomplikowane, że bez pomocy odpowiednio przeszkolonego urzędnika lub zlecenia tego zadania wyspecjalizowanej firmie - praktycznie niewykonalne (a i specjaliści mają z tym kłopoty). Wynika to po części z rozbudowanych unijnych wymagań, po części z bardzo skomplikowanych polskich przepisów o odpadach. Rozporządzenie w sprawie katalogu odpadów dzieli śmieci, które wrzucamy bez większego zastanowienia do domowego kosza, na dziesiątki rodzajów. Dlatego gminie przydzielono zadanie podziału wiaderek ze śmieciami na kilkadziesiąt części. Ale dopiero wtedy, gdy odpowiednio się je wyselekcjonuje. I z tym cały problem. Bo nie da się tak logicznie ustawić segregowania, żeby pasowało do katalogu. Osobno trzeba by zbierać makulaturę z gazet czy ulotek, a osobno papiery i tekturę z opakowań, plastikowy obrus na stół odrębnie od foliowych torebek, w inne miejsce połamaną drewnianą łyżkę do konfitur, a gdzie indziej taką skrzynkę po owocach. W ten sposób liczba domowych kubłów rosłaby w nieskończoność, a zanim ktoś dostałby klucze do samodzielnego lokalu, musiałby przejść specjalny kurs dzielenia śmieci. Na szczęście do tego jeszcze nie doszło i nad podziałem musi się głowić gminny urzędnik. Powinien to zrobić na podstawie danych przekazanych przez odbierających, ale te też są niepełne w stosunku do wymogów formularza. Resort środowiska i specjaliści zalecają więc zadawanie pytań o podział regionalnym instalacjom przetwarzania odpadów komunalnych. A jeśli te nie chcą udzielać odpowiedzi, zapytać można np. urząd marszałkowski. I tu dochodzimy do sedna. Jeżeli marszałek województwa, do którego trzeba przesłać sprawozdanie, dysponuje danymi o recyklingu, to po co w to angażować gminy? Uważam, że znacznie lepiej byłoby, gdyby to urzędnicy marszałka sporządzali te sprawozdania, dysponując odpowiednią wiedzą i systemami komputerowymi. Co najwyżej gmina mogłaby je nieco skorygować, gdyby się coś nie zgadzało. A nie w kilkutysięcznej gminie zatrudniać urzędnika do spraw śmieci.

Mam ponadto wrażenie, że ktokolwiek nie zbierze danych o recyklingu, to i tak mają one tylko luźny styk z rzeczywistością. Pokazały to dobitnie afery recyklingowe z ubiegłych lat i handel kwitami. Nie sądzę, żeby śmieciowa rewolucja się tego ustrzegła. Nawet najbardziej szczegółowa sprawozdawczość nie wykluczy takich działań. Może pomogłyby częste kontrole. Jednak wtedy urzędnicy musieliby wstać zza biurek i ruszyć w teren. Ale śmieci brzydko pachną. Kto by się im chciał przyglądać z bliska. Formularz to zupełnie co innego.

@RY1@i02/2014/044/i02.2014.044.08800010a.802.jpg@RY2@

Zofia Jóźwiak redaktor prowadzący

Zofia Jóźwiak

redaktor prowadzący

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.