Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Bawełniane Pola Demonstracji

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

To już truizm: jeśli za coś nie płacisz, to znaczy, że sprzedają ciebie. Są przypadki, gdy wiemy, że darmocha nas kosztuje. Parking za darmo? Centrum handlowe zapłaci, żebyś tylko wszedł. Degustacja win? Wychodzisz z niej, dzierżąc głupio drogie Bordeaux. Bon na darmowego mopa przy zakupach powyżej 50 zł? I już z kompletnie niepotrzebnym ci sprzętem dołączasz do zgodnie dzierżącej mopochorągwie kolejki w supermarkecie; w koszyku przypadkowe skarpety i garnek, żeby tylko jakoś dobić do pięciu dych. Czyli czasem coś nam dają, żeby coś od nas wziąć. Jest to proste jak budowa cepa: oni (nazwijmy ich "systemem") to wiedzą, wiemy to my. Mamy to więc w jakimś elementarnym sensie pod kontrolą.

Czasem jednak produktem stajemy się niezauważenie. Proces, który robi z nas przedmiot transakcji, jest cichy, podstępny i złowieszczy. Tu chciałabym przypomnieć, a raczej zrekonfabulować takie rosyjskie opowiadanie sci-fi, którego niestety dobrze nie pamiętam. Wiem tyle, że główny bohater, nazwijmy go Jurij, więzień niesprawiedliwego systemu, siedział w jakimś ponurym międzygalaktycznym łagrze, gdzie ciężka praca wyniszczała jego zdrowie. Pewnego dnia Jurij czuje, że umiera. Jest już zbyt chory, by iść do pracy. Tego dnia pojawia się promień nadziei: ktoś proponuje mu ucieczkę. Oto, dowiaduje się Jurij, istnieje tajna organizacja antysystemowa, która wyławia niesprawiedliwie uwięzionych z łagrów i pomaga im dotrzeć w bezpieczne miejsce. Ryzyko jest duże, plan w zasadzie niewykonalny, ale czy Jurij ma coś do stracenia? Nie ma, ponieważ umiera - a woli umrzeć, myśląc o wolności niż bez nadziei. Ucieka więc. Zadanie jest karkołomne, trzeba się czołgać, zamykać w hermetycznych kapsułach i udawać martwego, ale w końcu Jurij trafia na miejsce, czyli gdzieś, gdzie zebrali się inni, podobni mu poturbowani uciekinierzy z systemowych więzień. Razem zmierzają na Bawełniane Pola - niezależną kolonię, gdzie mogą dożyć swoich lat w spokoju, żyjąc, pracując i mieszkając razem.

I nagle ten ledwie żywy, stary już Jurij poznaje uciekinierkę, nazwijmy ją Wiera, też zniszczoną, schorowaną, ale dobrą i wciąż tą dobrocią piękną. W drodze na Bawełniane Pola przysięgają sobie miłość. Ta miłość wyciąga ich z beznadziei; ta miłość uzdrawia ich fizycznie. I gdy docierają na miejsce, Jurij i Wiera, przy niewielkiej pomocy miejscowych lekarzy, mogą włączyć się do pracy w kolonii, zbierając wraz z innymi bawełnę, by wieczorami siedzieć razem, patrzeć w gwiazdy i cieszyć się odzyskaną wolnością. W jednej z takich chwil literacka kamera oddala się od Jurija i przenosi się do administracji wolnej kolonii, gdzie rozmawiają ze sobą dwaj lekarze. "Mieliście rację, towarzyszu, co do tych najbardziej chorych" - mówi jeden z nich, obserwując Wierę i Jurija przez okno. "Bez tej mistyfikacji z ucieczką nie wycisnęlibyśmy z nich już żadnej pracy".

Auć. A więc można pracować dla kogoś, po prostu robiąc swoje. Co ma miejsce każdego dnia: tak działają media społecznościowe. Korzystając ze spontaniczności ludzkiej komunikacji i potrzeb wspólnotowych, spędza nas taki Facebook w jedno wirtualne miejsce i każe hasać (Lubisz konie? Ja też lubię konie! Ja cię, ale koń! Lubię to!), jednocześnie zbierając nasze dane osobowe, profilując nas jako konsumentów i pokazując stargetowane reklamy ("Pasza dla koni - z koni - okazja dla miłośników koni!"). Wydaje się nam, że mamy plac zabaw za darmo, podczas gdy reklamodawcy (a czasem i agencje rządowe) kupują widok na ten plac zabaw właśnie dlatego, że hasamy na nim my. My robimy swoje, ale ktoś ("system") to sprzedaje - nam jednak nie odpala nic. Zresztą, czemu miałby odpalać, skoro nam do głowy nie przyjdzie, że nie hasamy, ale zbieramy komuś bawełnę? Że wpuścili nas do parku tylko po to, żeby sprzedawać na nas bilety?

Można pracować dla systemu, robiąc swoje, ale można pracować dla systemu o wiele wydajniej, jeśli nie robi się swego, lecz pracuje się dla Sprawy. Dlatego właśnie Jurij, by zostać prawdziwym stachanowcem, musi przejść przez piekło ucieczki - tylko ten bowiem wyrobi 200 proc. normy, kto nie widzi normy, ale widzi Wolność. I dlatego, gdy do przodu popycha cię Sprawa, ktoś ci zawsze próbuje podłączyć do buta dynamo, bo dzięki Sprawie biegnie się szybciej. Dlatego uważajmy zawsze, gdy budzi się w nas Sprawa. Czy jest nią Naród, Ojczyzna, Wara Obcym, czy Trybunał Konstytucyjny. Na placu Trzech Krzyży w niedzielę stali ludzie, którym najpierw powiedziano, że żyją w łagrze, potem opowiadano o trudach ucieczki, a wreszcie ich entuzjazmem zebrano bawełniane żniwa zwycięstwa wyborczego. Teraz biegną po Bawełnianych Polach, nie wiedząc, że ich obudzona podmiotowość i pasja są tylko celowo udoskonalonymi narzędziami zbioru na plantacji kolejnego pana. W sobotę z kolei po ulicach miast szli ludzie, którzy już mają Sprawę, ale jeszcze nie wiedzą do końca, kto na nich skorzysta. Jednak już wokół nich kręcili się agenci chętnych systemów, notując coś w zeszytach, z nadzieją na większe zbiory bawełny za kilka lat. Nie jest tak przecież, że dostaje się poczucie wspólnoty za darmo, nie jest tak, że można sobie po raz pierwszy od lat zaśpiewać hymn; jakoś trzeba będzie się komuś, gdzieś, kiedyś zamortyzować. Kasą, głosem wyborczym, krwią.

Nie ma co narzekać, że człowiek jest produktem. Wzniecić emocje, a potem je bezlitośnie skapitalizować - to wszak istota i zasada polityki. To przecież nie Jurij jest czarnym charakterem, ale manipulujący nim system. Daj Boże zresztą, byśmy wszyscy żyli w szczęściu, nie słysząc rozmów systemowych lekarzy, byśmy trzymając się za ręce, zbierali bawełnę. Ktoś nas do pracy zaprzęgnie na pewno, ktoś na nas zawsze skorzysta - módlmy się więc nie o niemożliwą niezależność, nie o faktyczną darmochę, ale o spokojne Bawełniane Pola i niezbyt wielką dziesięcinę. I pamiętajmy, że ten, kto podjudza mocniej, częściej, z większym ogniem, być może ma większe żniwa do zebrania. ©?

@RY1@i02/2015/246/i02.2015.246.00000170a.802.jpg@RY2@

Karolina Lewestam

etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.