Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Porażka wychowawcza

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Kulturowo schodzimy na psy. Poziom tolerancji dla chamstwa rośnie, a wulgaryzmy stały się codziennością. O tempora, o mores.

Po tej rytualnej - jakże słusznej - litanii przejdę jednak do rzeczy: nawet haniebny upadek obyczajów nie uzasadnia jeszcze tego, by za wychowywanie narodu zabierały się organy państwa. Przypomnę coś, co powinno być elementarzem: otóż źródłem władzy nie jest w Polsce ani pan bóg, ani superniania, lecz ludzie. To oni przekazali organom władzy uprawnienie, by - dla dobra ogółu - wyznaczały granice tego, co wolno i czego nie wolno. Ale właśnie dlatego, że nie chodzi o boskie namaszczenie, rządzącym nie wolno tych uprawnień nadużywać.

Wolność wyrażania poglądów została w konstytucji zapisana w art. 54. Dopiero 40 artykułów niżej przewidziano istnienie Sejmu, Senatu, prezydenta, trybunałów itp. To oczywiście nic nie znaczy, ale pokazuje pewną gradację wartości. Otóż demokracja obejdzie się bez prezydenta i bez Senatu, a nawet bez Trybunału Konstytucyjnego, ale bez wolności słowa - nie. Tymczasem TK uznał ostatnio, że wolno ją ograniczać, bo przecież debata publiczna może się toczyć w sposób cywilizowany i kulturalny. A sędzia Teresa Liszcz dodawała: "Pozbawianie autorytetu państwa jest działaniem antywychowawczym". Wolno więc za demonstracyjne okazywanie w miejscu publicznym lekceważenia organów państwa sięgać po środki represji zapisane w kodeksie wykroczeń.

Tym uzasadnieniem poczułam się jako obywatel publicznie zlekceważona. Nie po to płacę podatki, by ludzie władzy, których z tych podatków utrzymuję, mnie wychowywali. Wychowali mnie mama i tata. Nie wykluczam, że ponieśli porażkę. Ale nie zmienia to tego, że prawo karne - a jego młodszym bratem jest prawo wykroczeń - jest i musi być w państwie prawa argumentem ostatecznym, a nie instrumentem podnoszenia kultury obywateli. Zwłaszcza w obszarze wolności słowa. Jeśli bowiem w XXI wieku europejskie państwo w sposób szczególny karze za grube słowo o przedstawicielu władzy, to czym różni się od starożytnego Egiptu, gdzie - wedle Prusa - szło się w dyby za zelżenie poborcy podatkowego? ©?

@RY1@i02/2015/192/i02.2015.192.18300080a.802.jpg@RY2@

Barbara Kasprzycka

z-ca szefa Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.