Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Martwa strata

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Podobno dusza waży 21 gramów, bo tyle człowiekowi ubywa po śmierci. Niezależnie od tego, czy to prawda, czy nie (pewnie nie), historia o 21 gramach przypomina mi się, kiedy patrzę na leżące dookoła domu świąteczne prezenty, tydzień po ich rozpakowaniu.

Już wyjaśniam, choć powoli. Zacznijmy od tego, że każdego roku w święta dziennikarze ekonomiczni z dziką satysfakcją obrazoburców zasadzają się na prezentowe rytuały i piszą o pojęciu zbędnej straty społecznej (ang. deadweight loss). Strata ta ma się pojawiać, kiedy zasoby (najczęściej pieniądze) są alokowane nieoptymalnie. Sytuacja taka miałaby miejsce na przykład wówczas, gdy zamiast podawać kasjerce pieniądze w spożywczym, podwiewalibyśmy w jej stronę banknoty dmuchawą do liści; co złapie, to jej, reszta niech idzie z wiatrem. I tak dowiadujemy się raz po raz, że święta to właśnie czas największych martwych strat. Dlaczego? Weźmy badania Joela Waldfogela (ekonomisty z Yale): poprosił on studentów o wycenę prezentów od bliskich, jakie znaleźli pod choinką. Potem kazał im ocenić, ile sami zapłaciliby za otrzymane dobra. Okazuje się, że zwykle dużo mniej; nawet przy najbardziej ostrożnej interpretacji wychodzi na to, że dla typowego prezentobiorcy podarunek jest wart nie więcej niż 90 proc. tego, co zapłacił zań prezentodawca. Tak więc w prezentowym tańcu co najmniej 10 proc. wartości idzie w błoto, i w konsekwencji pan traci, pani traci, my tracimy. Gwarancję zachowania wartości ekonomicznej przez prezent da nam tylko robienie prezentów z gotówki - bo co 100 zł, to 100 zł, tyle samo warte dla dawcy co dla biorcy, nie ma, że jeden da za banknot stówę, a drugi tylko 90. Z ekonomicznego punktu widzenia kasa pod choinką to jedyne racjonalne rozwiązanie.

Ale prezent to nie tylko ciało, materia, atomy i wartość ekonomiczna. Jest w prezencie bowiem jeszcze dodatkowe 21 gramów. Tak, jak w naszych mitologiach materialne ciało jest wehikułem niewidzialnej duszy, tak namacalny prezent, mieszkaniec świata rynkowo wycenionych przedmiotów, też niesie w sobie mniej uchwytną rzeczywistość złożoną z myśli, intencji, nadziei, uczuć. Relacje moralne (to wszystkie te sprawy międzyludzkie, które mogą w znaczący sposób wpłynąć na dobro lub tożsamość uwikłanych w nie osób) dzieją się w świecie ducha, są niedotykalne, efemeryczne, niewidoczne; to często sprawia, że chwilami czujemy się zagubieni, nie wiemy, na czym stoimy: Czy lubią nas? Czy kochają? Co o nas myślą? Prezent jest czymś, co te relacje zakorzenia, ukonkretnia, zatrzymuje. Jest jak dowód rzeczowy spraw nierzeczywistych.

Jak podarunek może być istotny moralnie, jak może wpływać na dobro lub tożsamość prezentodawców i biorców? Po pierwsze, wręczenie prezentu jest dowodem na to, że korzyść i dobrostan jego adresata są dla nas ważne, nawet jeśli wiąże się to dla nas z kosztami. Wysokość tych kosztów (czy to finansowa, czy mierzona energią wydaną na zdobycie dokładnie tego wydania "Tytusa", które nasz przyjaciel miał w dzieciństwie) jest wskaźnikiem naszego zaangażowania w daną relację. Po drugie, prezent pokazuje, kim adresat jest dla nas, a przez to dookreśla jego tożsamość społeczną. Jeśli dziewczynce damy szminkę, a chłopcu rakietę do tenisa, dajemy im tym samym sygnał: tak was widzimy, takie jest wasze przeznaczenie. Mogę mężowi kupić lekcje gry na perkusji, bo kiedyś dawno temu o tym marzył, a mogę mu kupić naprawdę fajny krawat - w pierwszym przypadku pokażę mu, że ciągle chcę go widzieć jako osobę, która będzie się rozwijać, której przyszłość jest otwarta, która się jeszcze zmieni; krawat zaś powie mu, że akceptuję jego wybór i cieszę się, że lubi pracować w swojej korporacji. Jedno pokaże mu, że widzę go przez pryzmat przeszłości, drugie, że widzę go teraz. Kim jesteśmy? Kim jesteśmy dla innych? Spójrzmy na swój prezent.

W podarunku zbiega się więc ze światem dotykalnym, zrobionym z materii niepodlegający twardej wycenie niewidzialny świat intencji, zobowiązań i uczuć. Nie da się, proszę państwa, tego dobrze wycenić. Zbędna strata w prezentach jest mniejsza, niż się szacuje, bo do tej wyceny waży się je na wagach nieczułych na te dodatkowe 21 gramów.

Oczywiście nie zawsze tak jest - bywają książki, perfumy, skarpetki i krawaty, które po utracie magii właściwej zawiniętym w papier paczkom odsłaniają swoją stratną wycenę tak, jak zwykł to robić o zbyt jasnym poranku przypadkowy partner seksualny. Leży potem taka książka czy skarpeta, nieco się za siebie wstydząc, z miejsca warta mniej, niż za nią zapłacono, nikt jej pewnie nie przeczyta ani nie założy. Taki to los prezentów danych automatycznie, z urzędu, bez duszy. Te są lżejsze o 21 gramów.

@RY1@i02/2015/001/i02.2015.001.00000180b.802.jpg@RY2@

KAROLINA LEWESTAM etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

KAROLINA LEWESTAM

etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.