Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Żeby było inaczej

26 września 2017

Prezydent Andrzej Duda przedstawił założenia do ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa (niestety projektów, a więc i szczegółowych rozwiązań do zamknięcia tego wydania gazety, nie ujawniono). Nieoczekiwanie wyszedł też z propozycją zmiany konstytucji, tak by mógł wybierać członków KRS, gdyby Sejm nie był w stanie tego uczynić: nie udałoby się posłom stworzyć większości 3/5 głosów. Ten pomysł natychmiast jednak upadł, ponieważ - co było do przewidzenia jeszcze przed spotkaniem głowy państwa z przedstawicielami klubów parlamentarnych - uzyskanie poparcia odpowiedniej liczby posłów skłonnych skorygować ustawę zasadniczą jest niemożliwe. Nie jest jasne, dlaczego prezydent sam na siebie zastawił tę pułapkę. Być może dla podkreślenia, że szanuje porządek konstytucyjny: jeśli coś ten porządek przekracza, szuka w tej sprawie porozumienia; jeśli jest ono niemożliwe, sięga po rozwiązania mieszczące się w jego granicach. Z drugiej strony manewr okazał się też niewygodny dla opozycji, ponieważ na nią w oczach dużej części opinii publicznej spada odpowiedzialność za blokowanie reform - już przecież bardziej umiarkowanych niż proponowane wcześniej - które co do zasady cieszą się dużym poparciem społeczeństwa bardzo krytycznie oceniającego sądownictwo. W tę pułapkę opozycja wczoraj wpadła - zarówno ta, która odmówiła udziału w spotkaniu z prezydentem, jak i ta, która w rozmowach wprawdzie wzięła udział, ale stanowczo sprzeciwiła się wszelkim zmianom.

Ostatecznie wybór do KRS miałby się odbywać większością trzech piątych głosów, a gdyby jej nie było - na zasadzie jeden poseł, jeden głos (co w praktyce czyniłoby te wybory proporcjonalnymi i dawało szanse także kandydatom niepopieranym przez rządzącą większość).

Zasadniczo rozwiązania proponowane przez prezydenta nie są niespodzianką, wyjąwszy może instytucję nadzwyczajnej skargi do Sądu Najwyższego. Uwzględniają z jednej strony jego postulaty zgłaszane w czasie debaty nad projektami Ministerstwa Sprawiedliwości, z drugiej - starają się wyeliminować część kontrowersji, towarzyszących pomysłom resortu, np. kadencje sędziów SN nie wygasałyby automatycznie. Przechodziliby oni jednak w stan spoczynku po ukończeniu 65 lat. W tym wypadku uwzględniono nie tylko wątpliwości natury konstytucyjnej, ale też zastrzeżenia Komisji Europejskiej, używane przez nią jako oręż w walce politycznej z rządem PiS, a dotyczące różnicowania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Jednocześnie taki zapis w naturalny sposób otwiera drogę do głębokich zmian personalnych w Sądzie Najwyższym - i to zaraz po wejściu w życie nowych przepisów (choć nie zapewnia natychmiastowej wymiany większości sędziów).

Jakkolwiek pomysły prezydenta zostały w pierwszym odruchu ocenione przez wielu obserwatorów jako wypowiedzenie wojny partii rządzącej, jego reakcje były nader powściągliwe: na pewno ani gniewne, ani konfrontacyjne. Co może potwierdzać tezę o istnieniu w pewnym zakresie politycznego kompromisu. Prezydent wyraził nadzieję, że "prawdziwa reforma sądownictwa zostanie dokonana". Jedno, mimo wczorajszego konstytucyjnego zamieszania, już mu się udało: rozwodnił spór o to, jak zmiany mają wyglądać. Dzięki temu utrudnił protestowanie przeciwko nim i niektórych uczestników sporu wciągnął do dialogu. Coraz powszechniejsze są głosy, także ze środowisk prawniczych, odnoszące się do tego, jak reforma ma wyglądać, a nie czy w ogóle należy ją realizować. W tym sensie prezydent okazał się skuteczniejszy niż kontrowersyjna kampania tych, którzy nie chcą, "żeby było tak, jak było".

@RY1@i02/2017/186/i02.2017.186.000000200.801.jpg@RY2@

Krzysztof Jedlak

redaktor naczelny DGP

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.