Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak długo będziemy obrywać za francuskie obsesje

28 sierpnia 2017

Dawne małe przemysłowe miasteczka wyludniają się. Na ich głównych handlowych ulicach tam, gdzie kiedyś tętniło życie, teraz jest pustka, marazm, a sklepy otwierane są zaledwie na kilka godzin w ciągu dnia. Nie ma po co na dłużej, bo i tak nie ma klientów. Nie ma perspektyw na zarobek. Polski pejzaż lat 90. po zamknięciu PGR-ów? Nie. To Francja, regiony Grand-East czy Hauts-de-France w północnej i wschodniej części kraju.

Na spotkaniu na temat rynku pracy w Paryżu pewien związkowiec związany z ultralewicowym dziennikiem "Humanité" tłumaczy przyczyny francuskiego kryzysu gospodarczego: "Tracimy pracę, fabryki przenoszone są do Europy Wschodniej, znika francuski przemysł. Dlaczego? Bo przyjęliśmy do Unii Polskę, kraj 600 euro, i inne mniejsze państewka". Polska przez francuskich związkowców nazywana jest pogardliwie krajem 600 euro. Bo za tyle godzą się pracować polscy, litewscy czy rumuńscy robotnicy w przenoszonych z Francji do tych krajów fabrykach. Związkowiec kontynuuje swoją wypowiedź, uderzając w nutę europejską: "Byliśmy szczodrzy, daliśmy im wolności i unię, a teraz ponosimy tego gospodarcze konsekwencje". Ale nie tylko prowincja "cierpi". W dużych miastach hipotetyczne Magdy, Agaty i Anny zabierają pracę niań, sprzątaczek i pielęgniarek Francuzkom, a ich mężowie pozbawiają miejsc pracy Arnaudów i François na budowach. No i oczywiście ci hydraulicy.

"Ten z Polski" to francuska obsesja. Francuz, Philippe de Villiers, lider prawicowej partii Mouvement pour la France, użył tego określenia jako pierwszy w 200 5 r ., podczas kampanii referendalnej, kiedy to Francja odrzuciła projekt europejskiej konstytucji. Dziś nadal mówi się o polskim hydrauliku zarówno w kręgach intelektualistów, dziennikarzy, jak i zwykłych pracowników biurowych czy robotników.

Na spotkaniu poświęconym rynkowi pracy podnoszę rękę i tłumaczę - nie bez współczucia rzecz jasna - że Polacy też nie mają łatwo. Pracują dużo, nie chcą za nadgodziny, płaci się im trzy, cztery razy mniejsze stawki, oszukiwane Magdy i Agaty często nie dostają umówionych tygodniówek. W końcu, że w 200 4 r ., kiedy Polska wchodziła do Unii, nasi genetycy pracowali w Londynie na zmywaku, a absolwenci filozofii czy matematyki podawali pizzę w knajpach w Dublinie. Murarze, dekarze i operatorzy wózków widłowych wyjechali z naszego kraju i mamy teraz problem. Jeśli całe regiony nie mają roboty we Francji, to czemu Arnaud i François nie zdecydują się wyjechać gdzieś za chlebem. Na jakiś czas chociaż. My Polacy robimy to od dziesięcioleci. Jeśli nie od wieków, uwzględniając górników emigrujących do Belgii i Francji w XIX w., wielką emigrację zmuszoną do porzucenia ojczyzny m.in. z powodów politycznych czy po prostu najzwyklejszych na świecie studentów jeżdżących na saksy po to, aby dorobić. Prowadzący panel związkowiec odbiera mi głos. Już do końca spotkania nie mogę więcej o nic zapytać.

Podczas kampanii wyborczej prezydent Macron spotykał się z wściekłymi francuskimi związkowcami z fabryki pralek przenoszonej z Amiens pod Łódź, obiecując, że dumping socjalny się skończy, a Polska zostanie ukarana sankcjami gospodarczymi. Natychmiast skoczyło jego poparcie w sondażach o kilka punktów procentowych. Już jako prezydent polityk kontynuuje swoją retorykę wobec Polski i polskich firm, trafiając na podatny grunt. Francuzi nie chcą reform gospodarczych w duchu liberalnym, które obiecał im (a może bardziej Niemcom, szukając zbliżenia z najważniejszym krajem UE) ich prezydent (m.in. uelastycznienie rynku pracy i zbicie deficytu budżetowego). Słupki poparcia spadają prezydentowi na łeb, na szyję. A Polska mająca bardzo złą prasę we Francji jako "antyeuropejski kraj", który nie chce przyjmować uchodźców, z "nieliberalną demokracją" (cokolwiek miałoby to znaczyć) i chcący się izolować od europejskiego projektu stworzonego przez Francję i Niemcy, jest łatwym chłopcem do bicia. Oraz elementem budowania wizerunku prezydenta Francji, dbającego o interesy gospodarcze swoich obywateli. "Daliśmy wam Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej na 25-lecie odzyskania wolności. Taki piękny symbol" - słyszę z kolei od znanego francuskiego politologa. "A wy nie chcecie być teraz solidarni z Europą" - dodaje. A gdzie solidarność z polskim hydraulikiem? - pytam. "Dumping socjalny jest tematem wysoce wyolbrzymianym w debacie publicznej, ale uczciwa konkurencja na wspólnym europejskim rynku to problem nierozwiązany" - zastrzega profesor.

Przydałaby się nowa kampania promocyjna naszego kraju z umięśnionym polskim hydraulikiem i uśmiechniętą polską pielęgniarką na plakatach. Jak w 200 4 r . Polish plumber czy le plombier polonais to już sformułowanie, które weszło na stałe zarówno do języka francuskiego, jak i angielskiego, czy tego chcemy, czy nie. Polsce brakuje mechanizmów tworzenia pozytywnego wizerunku, brakuje lobbystów, think tanków działających za granicą, a z polskich polityków mało kto chce spotykać się z francuskimi czy niemieckimi dziennikarzami. We Francji mało kto wie, że w Polsce pracuje może już nawet 2 m ln Ukraińców, a około 300 tys. Francuzów funkcjonuje w różnych krajach jako pracownicy delegowani.

@RY1@i02/2017/165/i02.2017.165.00000050b.801.jpg@RY2@

Katarzyna Stańko

dziennikarka DGP

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.