Nie w rozdawnictwie problem, ale w rozdawaniu mało sprawiedliwym
L ejtmotywem dyskusji o polityce, zwłaszcza społecznej, obecnej władzy jest kwestia rozdawnictwa. Większość przeciwników obozu rządzącego twierdzi, że PiS rozdaje pieniądze na lewo i prawo, a nieliczni dodają, że nie na tym powinna polegać nowoczesna polityka społeczna.
W istocie – powinna ona wykorzystywać cały wachlarz instrumentów, a transfery pieniężne nie muszą być jej głównym narzędziem. Nie oznacza to, że te ostatnie są nieuprawnione czy niepotrzebne. Przegląd rozwiązań w krajach, w których działa rozwinięta polityka społeczna (Francja, Szwecja), dowodzi, że świadczenia finansowe są tam na porządku dziennym. (Nawiasem mówiąc, „rozdawnictwo” jest nacechowane negatywnie, więc jeśli chcemy uczciwie przeanalizować dane zjawisko, lepiej posługiwać się pojęciem możliwie neutralnym. Lepiej mówić nie o rozdawnictwie, a o dystrybucji świadczeń finansowych).
O ile same transfery pieniężne są stałym elementem polityki współczesnego państwa (czy nam się to podoba czy nie), o tyle zasadne jest pytanie, komu i na jakich zasadach powinny być przyznawane. Oraz jaka powinna być rola transferów w relacji do innych elementów polityki społeczno-ekonomicznej.
Tu uruchamiamy dyskusję, w której poruszone być muszą także wartości, w świetle których możemy dokonywać ocen.
Sprawiedliwe czy nie?
Jedną z takich wartości może być sprawiedliwość społeczna (zapisana przecież w konstytucji), choć o jej interpretację na pewno można się spierać. Pytanie, czy dany program transferowy jest sprawiedliwy społecznie, wydaje się zasadne. A odpowiedź nie musi być dla wszystkich oczywista.
Im szerzej spojrzymy na problemy, z jakimi musi się mierzyć polityka społeczna, tym mniej wystarczające wydają się obecne ramy 500+, a zarazem więcej dylematów stoi przed tymi, którzy chcieliby ten program uczynić bardziej sprawiedliwym poprzez jego upowszechnienie
Weźmy program 500+. Dla wielu osób uchodzi on za przejaw urzeczywistniania długo wyczekiwanej sprawiedliwości społecznej. Jednak reguły dostępu do tego świadczenia mogą budzić zastrzeżenia właśnie z punktu widzenia społecznej sprawiedliwości. Wiąże się to z istnieniem niewysokiego progu dochodowego na pierwsze dziecko w wysokości 800 zł i brakiem tego typu kryteriów dostępu na drugie i kolejne dziecko. W praktyce zasada ta prowadzi do opisanego w mediach scenariusza, w którym rodzina milionerów z trójką dzieci otrzyma co miesiąc jeszcze 1 tys. zł z budżetu, a pracująca samotna matka z jednym dzieckiem, zarabiająca co miesiąc niespełna 1,7 tys. zł na rękę, nie otrzyma ani grosza, a gdyby wychowała dwójkę – 500 zł tylko na jedno z pociech. Trudno nie zapytać o sprawiedliwość tych reguł. Tym bardziej że choć program działa od kwietnia 2016 r., to próg dostępu jest ciągle na tym samym poziomie, wobec czego jego realna wysokość w relacji do najniższych i średnich zarobków spada.
Ponadto istnieje wiele innych grup, którym też przydałoby się wsparcie finansowe.
500+ jest adresowane do dzieci w okresie niepełnoletności, ale przecież część osób pozostaje zależna od nieraz bardzo intensywnego codziennego wsparcia ze strony rodziców także po wejściu w dorosłość. Na przykład matka opiekująca się całodobowo niepełnosprawnym dorosłym dzieckiem, po rezygnacji z zatrudnienia, nie otrzyma świadczenia 500+, a jeśli dochód w jej gospodarstwie domowym (za sprawą dochodu przynoszonego przez innych domowników) przekroczy 764 zł na osobę, nie otrzyma też jakiegokolwiek świadczenia z tytułu odgrywanej przez siebie roli. Ten próg dochodowy zresztą również od lat stoi w miejscu.
Co więcej, opiekunka/opiekun innej zależnej osoby dorosłej (np. męża, brata, sędziwego rodzica), jeśli tylko pobiera rentę czy emeryturę, nie dostanie w związku ze sprawowaniem opieki ani grosza i to nawet w przypadku spełnienia kryterium dochodowego.
Gdy więc w świetle tych doświadczeń spojrzymy na wydawane co miesiąc tysiące na nawet zamożne rodziny z co najmniej dwójką niepełnoletnich dzieci, polityka rodzinna przestaje jawić się jako sprawiedliwa. Problem nie leży zatem w samej wewnętrznej konstrukcji programu 500+, a raczej w jej relacji do innych potrzeb, które leżą poza nawiasem tego programu i nie są godziwie zaspokajane za pomocą innych działań.
Im szerzej, tym więcej dylematów
Ocena komplikuje się jeszcze bardziej, gdy wykroczymy poza sferę transferów. Przecież w polityce społecznej nie powinno chodzić wyłącznie o zabezpieczenie bieżącej sytuacji materialnej rodzin, lecz o wyrównywanie możliwości rozwojowych ludzi bez względu na to, z jakiej rodziny pochodzą i gdzie mieszkają: niekiedy nie mniejsze znacznie niż bezpośrednia gotówka ma dostęp do rozmaitych usług i pozapieniężnych form wsparcia.
Owszem, te inne instrumenty też są z różnym powodzeniem stosowane, nawet rozwijane, ale ramy finansowe poszczególnych form pomocy wyglądają skromnie w zestawieniu z budżetem programu 500+, a dostępność do nich jest na tle centralnego programu rodzinnego nader ograniczona.
Już na etapie konstruowania tak rozległego programu transferowego nie należało uchylać się od pytania, czy nie zawężamy pola do finansowania rozwoju innych działań, które z perspektywy społecznej sprawiedliwości nie powinny być odłożone na dalszy plan. To samo pytanie pojawia się w kontekście innych reform (także) społecznych, które okazały się brzemienne w skutki finansowe. Czy powrót do wcześniejszego wieku emerytalnego, niosący bezpośrednie konsekwencje dla finansów publicznych (nie wspominając o skutkach dla poziomu aktywności zawodowej i wysokości przyszłych emerytur, zwłaszcza kobiet), mimo społecznych racji, jakimi posługiwali się autorzy reformy, nie uszczuplił potencjału finansowania wielu instytucji tak ważnych dla starzejącego się społeczeństwa? Ot, choćby rozbudowy systemu opieki długoterminowej i wsparcia osób sędziwych i ich opiekunów. Dziś, zwłaszcza tam, gdzie starsza osoba jest poważnie niesamodzielna, a środki rodziny skromne, dochodzi często do mniej lub bardziej wymuszonej rezygnacji z jakiejkolwiek aktywności zawodowej opiekuna (częściej opiekunki) i pogrzebania szans na godziwe warunki życia i przyszłe bezpieczeństwo emerytalne. Znów niesprawiedliwość społeczna, na której łagodzenie brakuje woli i publicznych środków.
Przed problemem polegającym na tym, że gdy wydajemy dużo na jeden cel, może nie starczyć nam na inny, nie mniej ważny, muszą stanąć nie tylko odpowiedzialni za np. program 500+, ale także ci, którzy domagaliby się jego rozszerzenia. Pojawiający się czasem w publicystycznym obiegu postulat całkowitego zniesienia progu i uczynienia 500+ programem dla rodzin z dziećmi w pełni uniwersalnym powinien zderzyć się także z głosem wątpliwości. Zwykle mówi się o tym w kontekście tego, czy jako państwo stać nas na takie rozwiązanie. Nie mniej ważkie wydaje się inne pytanie – czy powinniśmy budować w pełni uniwersalny program wsparcia finansowego rodzin z dziećmi, dopóki problemy, niekiedy bardzo poważne, rodzin w innych wymiarach życia lub innych grup w potrzebie pozostają nierozwiązane?
W debacie publicznej pojawia się też strategia straszenia wygaszeniem 500+ przez oponentów w razie ewentualnej wygranej przez nich wyborów. Ale żadna licząca się siła polityczna takiego postulatu nie zgłasza, przeciwnie – częściej słyszymy o planach rozszerzenia programu (na ile są to zapowiedzi wiarygodne, to już osobna kwestia) bądź przeformułowania jego reguł. Majstrowanie przy programie przedstawiane bywa jako coś potencjalnie groźnego. W istocie jednak – jakkolwiek ryzykowne politycznie mogło by to się wydawać – program w obecnym kształcie wymaga modyfikacji. Jak próbowałem pokazać: im szerzej spojrzymy na problemy, z jakimi musi mierzyć się polityka społeczna, tym mniej wystarczające wydają się obecne ramy 500+, ale też zarazem więcej dylematów stoi przed tymi, którzy chcieliby ten program uczynić bardziej sprawiedliwym poprzez jego upowszechnienie.
Dlatego zamiast krytyki rozdawnictwa obecnych rządów warto być może skupić się na ocenie tego, czy państwo rozdaje środki sensownie i – nie bójmy się tego słowa, mimo całej jego problematyczności – sprawiedliwie? ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu