Mieszkania są do mieszkania
D ziałalność spekulacyjna, czyli zakup aktywów w celu ich odsprzedaży w bardzo krótkim czasie z zyskiem, właściwie na każdym rynku jest uważana za co najmniej wątpliwą pod względem pożyteczności. Rynki kapitałowe, na których działają wyłącznie inwestorzy, mają dzięki niej zapewnioną wysoką płynność, co umożliwia szybki zakup lub sprzedaż aktywów. Tradycyjnym inwestorom długoterminowym bywa to na rękę, gdyż w ten sposób mogą dokonać błyskawicznej transakcji w sytuacji, gdy czas jest na wagę złota – np. gdy wejdą w posiadanie istotnej informacji o spółce na chwilę przed innymi uczestnikami.
Problem pojawia się wtedy, gdy działalność spekulacyjna wchodzi na rynki dóbr, z których korzystają na co dzień zwykli ludzie, czerpiący dochody z zupełnie innych źródeł, czyli przytłaczająca większość. Na przykład na globalny rynek żywności albo energii. Gdy działalność inwestorów krótkoterminowych prowadzi do wzrostu cen kluczowych surowców energetycznych (gazu albo ropy) albo do produkcji artykułów spożywczych (np. ryżu lub pszenicy), w skrajnych przypadkach może to spowodować kryzys żywieniowy lub brak ciepła w ubogich domach.
Kolejnym przykładem jest rynek mieszkaniowy. Na nim działalność spekulacyjną prowadzą flipperzy, czyli osoby prywatne nastawione na tani zakup lokali, a następnie ich odsprzedaż w cenie znacznie wyższej i w bardzo krótkim jak na ten rodzaj rynku czasie. Mowa zwykle o kilku miesiącach. Według chyba jedynego kompleksowego badania tej działalności nad Wisłą – „Zjawisko flippingu na polskim rynku mieszkaniowym” Adama Czerniaka, Hanny Milewskiej-Wilk i Tomasza Bojęcia – w latach 2017–2020 połowa flippów trwała 12–32 tygodnie, a mediana wyniosła 21 tygodni, czyli niespełna pięć miesięcy. Sami inwestorzy deklarują jednak, że zamykają transakcję w czasie 9–18 tygodni, więc nieco szybciej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.