Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Prywatna cenzura dobija media

17 maja 2024
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Proszę sobie wyobrazić prowadzenie biznesu, np. niewielkiej kawiarni. Idzie nawet nieźle, ale pewnego dnia pod lokal przychodzą robotnicy i zasłaniają go płotem. „Kierownik kazał, to postawiliśmy. Będzie tu stał, póki nie zdejmiemy” – mówią, spinając kolejne przęsła trytytkami dla stabilizacji. Właściciel oczywiście próbuje się czegoś dowiedzieć, ale chatbot na stronie internetowej urzędu miasta odsyła na infolinię, telefonu nikt nie odbiera, a fizyczny ratusz zlikwidowano, żeby ciąć koszty. Wezwana na miejsce policja rozkłada ręce i odjeżdża, nie pomagają nawet znajomi politycy. Sąsiedzi szepczą, że na działalność kawiarni było dużo skarg, ale nikt nie potrafi powiedzieć na co. Tymczasem niewidoczny już z ulicy biznes po prostu siada.

W takiej sytuacji mogą się z dnia na dzień znaleźć osoby, które wiążą swoje biznesy z mediami społecznościowymi. Na początku tygodnia satyryk Michał Marszał (wcześniej związany z tygodnikiem „NIE”) stracił na kilka godzin dostęp do konta na Instagramie. Zawieszenie oznacza, że konto nie jest widoczne na platformie, a jeśli użytkownik chce je znaleźć, to widzi komunikat: „Przepraszamy, ta strona jest niedostępna. Kliknięty link mógł być uszkodzony lub strona mogła zostać usunięta”. Profil Marszała widniał jako pusty. Satyryk wyjaśniał, że stracił dostęp do konta po tym, jak algorytm uznał opublikowaną przez niego piosenkę „Nie bój się diabła, ale walnij mu w mordę” za nawoływanie do przemocy. Marszała obserwowało ponad 400 tys. osób. W czasie, kiedy jego konto było nieaktywne, stracił możliwość wywiązywania się z kontraktów sponsorskich.

Podobna historia, ale na platformie YouTube, pod koniec kwietnia spotkała Krzysztofa Stanowskiego i jego Kanał Zero. Dziennikarz ujawnił, że jego projekt dostał od Google żółtego dolara. Co to znaczy? Platforma YT używa czterech ikon do oznaczania statusu konta w odniesieniu do wyświetlanych reklam: zielony dolar oznacza normalną sytuację, w której na kanale wyświetlana jest płatna promocja. Żółty to mniej reklam lub ich brak. Taką ikonę może automatycznie włączyć platforma, jeśli jej algorytmy uznają, że treści wideo nie są przyjazne dla reklamodawców. Są też dolar czerwony, który oznacza brak możliwości zarabiania z powodu naruszenia praw autorskich, i szary, gdy monetyzację wyłączył sam twórca (np. konta polityków czy instytucji państwowych). Kanał Zero zmagał się nie tylko z ograniczonymi wyświetleniami reklam, lecz także z obciętymi zasięgami, co również odbiło się na przychodach i – jak przyznał Stanowski – zaburzyło mu planowaną ramówkę internetowej telewizji.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.