W przyszłorocznym budżecie nie ma miejsca na szaleństwa
N owy kapitan okrętu „finanse publiczne” nie ma wyjścia, przynajmniej przez pierwszy rok rejsu musi dalej płynąć kursem wytyczonym w zakończonej właśnie kadencji. Bo balast, jaki ma pod pokładem, jest zbyt ciężki, by swobodnie manewrować statkiem. Obciążeniem są wyborcze obietnice złożone wiosną, realizowane latem i jesienią, których skutki w pełni zobaczymy dopiero w przyszłym roku. I nie da się tego obciążenia ot tak wyrzucić za burtę.
Ustępującej władzy trzeba przyznać, że w zarządzaniu budżetem i całym sektorem finansów odniosła duże sukcesy. Poprawa ściągalności podatków – której nikt nie kwestionuje – wespół z korzystną koniunkturą w gospodarce, nakręcającą wysokie wpływy z podatków i składek, zapewniły wyniki, jakich nikt przed nią nie osiągał. Rekordowo niski deficyt finansów publicznych na poziomie 0,4 proc. PKB (licząc unijną metodą) czy zapowiedź zrównoważonego budżetu na przyszły rok (choćby miało to tylko propagandowy wymiar) to dorobek, który chciałby po sobie zostawić każdy minister finansów.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.