Jak w Czorwili zobaczyłem przeszłość i przyszłość Europy
Iwaniszwili fundował ziomkom ze swojej wsi niektóre produkty, opłacał im gaz i dorzucał się do pensji. Orbán rodzinnemu Felcsút zafundował gigantyczny stadion, szkołę i absurdalną, wożącą powietrze, wąskotorową kolejkę, za pomocą której z boiska można dostać się nie do pracy, ale do parku księcia Józefa Habsburga. W takich miejscach wyraźnie widać mechanizmy rodzących się neofeudalnych postdemokracji
Jednym z haseł, które można usłyszeć w Gruzji, jest „Georgia: Italy goes Marxist”, w którym chodzi o to, że kraj wygląda tak, jak wyglądałyby Włochy, gdyby na pewnym etapie ich rozwoju opętał je radziecki system komunistyczny. I rzeczywiście. Coś w tym jest. Choć nie ograniczałbym tej gruzińskiej południowości wyłącznie do Włoch.
Tak mogłyby wyglądać również Portugalia czy Hiszpania. Ba, najbardziej Gruzja przypomina mi Bułgarię. W każdym razie o wiele bardziej niż sąsiednią Armenię. Ta wygląda jak postsocjalistyczna Republika Babilonu i Asyrii, z tym jej dążeniem do monumentalności w radzieckiej i poradzieckiej architekturze. W surowości krajobrazu i ludzi. A Gruzja? Ma w sobie coś z wesołkowatego europejskiego – bardzo europejskiego – Południa.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.