Nieuchronny koniec Europy ojczyzn
N iezależnie od tego, jak zakończy się obecny kryzys polityczny na szczytach Unii Europejskiej, jedno wydaje się jasne. Koncepcja Europy ojczyzn przestała działać. Mogła działać dobrze w przeszłości, kiedy zdecydowana większość tych ojczyzn była rządzona albo przez centroprawicę, albo centrolewicę, a te z kolei tworzyły dwa dominujące bloki polityczne w Parlamencie Europejskim.
Liderzy państw, należąc do tych dwóch współpracujących ze sobą obozów, mogli wszystko jednogłośnie zatwierdzać na unijnych szczytach. Opozycja praktycznie nie istniała. Dziś sytuacja jest zupełnie inna z dwóch powodów. Po pierwsze, istnieją już w Unii państwa rządzone przez ugrupowania otwarcie eurosceptyczne, wysoce podejrzliwe wobec starego mainstreamu i w związku z tym niechętne do kompromisów. Po drugie, po stronie, którą można umownie nazwać proeuropejską, także nastąpiły poważne przesunięcia.
Fundament całej koncepcji Unii Europejskiej, czyli centroprawicowa Europejska Partia Ludowa (EPP), wprawdzie zdobył w ostatnich wyborach europejskich najwięcej mandatów, ale jego pozycja jest zdecydowanie słabsza niż w poprzednich latach. Jeśli przeliczymy liczbę europosłów tylko z krajów dawnej piętnastki, pomijając zarazem Wielką Brytanię, okazuje się, że pierwszy raz od wielu lat dałoby się stworzyć większość bez EPP. Wystarczyliby socjaliści, zieloni i liberałowie z francuską partią Emmanuela Macrona, którzy stanowią razem 56 proc. europosłów z tych państw.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.