Podatek handlowy, czyli szkoda mi polskich dostawców
R zeczywistość najlepiej opisywać na przykładach z życia wziętych. Jest na giełdzie spółka, która nazywa się Dino. To sieć sklepów detalicznych z polskim kapitałem. Jej przychody w 201 8 r . przekroczyły 5 m ld zł. Dino bez najmniejszych wątpliwości załapie się na wyższą stawkę podatku handlowego, czyli będzie musiała zapłacić 1,7 proc. swoich przychodów fiskusowi.
W 2018 r. oznaczałoby to 71,6 mln zł. Swoją drogą to trochę tak, jakby na spółkę nałożono drugi podatek dochodowy, bo Dino w 2018 r. zaksięgowała 76,4 mln zł podatku CIT, podatek handlowy zabrałby spółce prawie drugie tyle.
Dino jest tylko przykładem, wybrałem ją, bo jako spółka giełdowa publikuje wszystkie niezbędne do obliczeń dane. Takich spółek jest oczywiście więcej. Co one wszystkie mogą zrobić z nowym podatkiem? Są cztery wyjścia: nic nie zrobić i pogodzić się z mniejszą rentownością biznesu, przerzucić go na klientów (podnieść ceny), przerzucić go na pracowników (obciąć koszty pracy), przerzucić go na dostawców (wydłużyć czas zwlekania z zapłatą za towar). Rozwiązania 2, 3 i 4 można stosować łącznie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.