Złota Ziemia spływa krwią
N i by wiemy, że globalizacja, że kurczenie się czasu i przestrzeni, a do tego efekt motyla itd. Ale jak przyjdzie co do czego, to okazuje się, że taka na przykład Birma interesuje przeciętnego Polaka tyle co zeszłoroczny śnieg. Bo na drugim końcu świata, a w dodatku biedna. Chiny – to już prędzej, bo słyszeliśmy, że są teraz światowym mocarstwem i mogą się pobić z Wujem Samem, a poza tym mają nam wybudować Pas i Szlak, by dostarczać więcej taniej elektroniki. Tajlandia – owszem, szwagier był tam na urlopie i my też chcemy, jak tylko ustaną pandemiczne restrykcje. Ale do Birmy na wakacje nikt normalny nie jeździ. Nie wiadomo nawet, czy to w końcu Birma, czy jednak Mjanma.
Czasami przemknie nam przed oczami krótka wzmianka w mediach: był jakiś zamach stanu, junta obaliła panią prezydent o trudnym do zapamiętania nazwisku złożonym z pojedynczych sylab. I że wojsko i policja znów spałowały jakąś demonstrację. A coraz częściej – że oprócz pałek w użyciu była także ostra amunicja, że ofiary śmiertelne, i że świat ma nakładać nowe sankcje. I tyle. A potem znów to, co najważniejsze: że Ziobro kłóci się z Kaczyńskim, Morawiecki coś tam i że „tamci” też kradli itp.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.