Powrót spanikowanego troglodyty
Lockdownowe jo-jo jest grzechem przeciw ludzkiej naturze. Cofa nas tam, skąd nawet człowiek pierwotny uciekał, gdy tylko mógł – do jaskiń. I czyni nieszczęśliwymi
Jeśli hasło „najstarsze rysunki naskalne” wywołuje u was skojarzenie z jaskinią Lascaux we Francji, powinniście zaktualizować wiedzę. Najstarsze malowidła odkryto w dalekiej Indonezji. Na wyspie Sulawesi aż roi się od grot zdobionych wizerunkami sympatycznych świń wasajskich, z których najstarszy powstał co najmniej 45,5 tys. lat temu, a więc o jakieś 30 tys. lat wcześniej niż podobizny koni czy jeleni z Lascaux. Dlaczego o tym mówię?
Bo aż mnie korci, by farbkami mojej córki namalować kota, psa albo świnkę na ścianach mojej jaskini. Być może powinienem pisać „mieszkania”, ale smutna prawda jest taka, że lockdowny – obojętnie, miękkie, twarde czy pełzające – sprawiły, że nasze życie zaczęło przypominać życie człowieka pierwotnego. Mieszkania i domy niepostrzeżenie zamieniły się w groty mające chronić nas przed czyhającym na zewnątrz niebezpieczeństwem. Wychylamy z nich głowę tylko po to, by upolować coś do jedzenia, choć i tego robić nie musimy, bo jedzenie dowiezie kurier, a zarobimy na nie zza domowego biurka – w efekcie dziczejemy, oddalając się od współplemieńców (współobywateli). A już mądry Arystoteles zauważał, że człowiek to zoon politikon, istota społeczna. Konsekwencje wywołanej lockdownami alienacji będą… – nie! – one już są tragiczne. Zmusza się nas do działania wbrew naszej naturze.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.