Dziennik Gazeta Prawana logo

Wojna Putina i wojna Trumpa mają bardzo dużo wspólnego. Opinia Witolda Sokały

Władimir Putin i Donald Trump w amerykańskiej bazie lotniczej w Anchorage na Alasce. 15 sierpnia 2025 r.
Władimir Putin i Donald Trump w amerykańskiej bazie lotniczej w Anchorage na Alasce. 15 sierpnia 2025 r.EPA/PAP / fot. Sergey Bobylev/Sputnik/Kremlin Pool/EPA/PAP
dzisiaj, 21:00

Czy da się rozpętać wojnę, opierając się na błędnych założeniach, przegrać, a potem nie tylko zachować władzę, ale nawet ją wzmocnić? Władimir Putin testuje to od kilku lat, Donald Trump od miesiąca. Niestety porażkę w realnych działaniach wojskowych da się przekuć w polityczne zwycięstwo w infosferze, a w konsekwencji w sukces polityczny i biznesowy.

Stany Zjednoczone to rzeczywiste supermocarstwo militarne, ekonomiczne i technologiczne. Rosja to „stacja benzynowa z rakietami”, której co prawda śni się powrót do potęgi z najlepszych czasów Związku Radzieckiego i do kontrolowania połowy świata, ale która nie ma już prawie żadnych realnych atutów w ręku. A jednak te dwa bardzo różne państwa rozpętały wojny dość podobne co do mechanizmów prowadzących do ich wybuchu, przebiegu, konsekwencji dla systemu międzynarodowego, a być może także skutków.

Kwestia uzasadnienia wojny

Rzecz jasna, różnice nie dotyczą tylko USA i Rosji – Iranu i Ukrainy także. Ta ostatnia nie zagrażała militarnie swoim sąsiadom, nie prowadziła też na ich terytoriach działań dywersyjnych. Owszem, miała swoje wewnętrzne deficyty i problemy, ale jej rządy nie dopuszczały się masowych morderstw na własnych obywatelach (wbrew opowieściom rozpowszechnianym przez służby informacyjne Kremla). I to obywatele Ukrainy w pewnym momencie masowo uznali, że mają już dość korupcji, bylejakości i nędzy. Postanowili więc naprawić swoje państwo i w tym celu wstąpili na ścieżkę mającą poprowadzić do integracji z Unią Europejską. Rosja uznała to za zagrożenie dla siebie i ruszyła na wojnę. Najpierw lekko zamaskowaną (próba otrucia prezydenta Wiktora Juszczenki, wsparcie „separatystów” w Donbasie, „zielone ludziki” na Krymie). Potem – w lutym 2022 r. – już jawną i pełnoskalową. Obliczoną nie tylko na podporządkowanie sobie samej Ukrainy, a po drodze na zniszczenie jej narodowej tożsamości, ale też na skompromitowanie całego Zachodu jako słabego i bezradnego wobec rosyjskiej potęgi.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.