Dziennik Gazeta Prawana logo

AI, problemy! Czy sztuczna inteligencja będzie respektować prawa autorskie

Wygenerowany przez sztuczną inteligencję portret w stylu Rembrandta
<p>Wygenerowany przez sztuczną inteligencję portret w stylu Rembrandta</p>The Next Rembrandt/Materiały prasowe
11 grudnia 2022

Sztuczna inteligencja generuje już poematy, obrazy i filmy. Treści te mogą być zaskakujące czy piękne, ale na pewno są kontrowersyjne. Maszyny trenują bowiem na zbiorach ludzkich utworów, bez oglądania się na prawa autorskie.

Grafika „Théâtre D’opéra Spatial” Amerykanina Jasona Allena naprawdę robi wrażenie. Przedstawia scenę, która mogłaby być połączeniem „Gwiezdnych wojen” z renesansową salą tronową. Rozmach, detale i emocje zastygłych w oczekiwaniu postaci uruchamiają wyobraźnię. Na co czekają? Kto przybędzie przez ogromny portal? Jaka kraina się za nim otwiera? Nic dziwnego, że w konkursie sztuki wizualnej w Kolorado praca zajęła pierwsze miejsce, zdobywając 300 dol. nagrody. No, prawie nic dziwnego. Dzieło tak naprawdę stworzył wykorzystujący sztuczną inteligencję (AI) program Midjourney. Wygrana wywołała potężne kontrowersje wśród współuczestników konkursu i rozgrzała debatę nad tym, na ile narzędzia do generowania obrazów są etyczne i zgodne z prawem.

Pranie brudnych danych

Midjourney to tylko jeden z kilku generatorów obrazów, które w ostatnim czasie zawładnęły wyobraźnią internautów. Oprócz niego działają m.in. DALL·E 2. Stable Diffusion i Google Imagen. A przecież obrazy to nie wszystko – dowolny tekst można wygenerować przy pomocy Chatbota od OpenAI (fundacja założona przy firmie założonej przez Elona Muska), a wideo – używając Make-A-Video od Meta. Choć różnią się w detalach, pomysł zasadza się na tym samym – ich twórcy zasysają z internetu niewyobrażalne ilości danych i tworzą rozbudowane algorytmy, które następnie analizują ich parametry. Kiedy użytkownik chce wygenerować swoją treść, po prostu opisuje robotowi, czego potrzebuje. Na przykład: „realistyczny dinozaur jedzący ser w Paryżu”. Na tej podstawie maszyna przeszukuje swoje zbiory i po krótkim czasie pokazuje propozycję grafiki, poematu czy klipu, który odpowiada zamówieniu.

Rezultaty mogą być zabawne, zaskakujące, piękne, a na pewno są kontrowersyjne. Maszyny szkolone są bowiem na podstawie utworów zasysanych z sieci bez oglądania się na prawa autorskie. Na przykład Stable Diffusion zostało wytrenowane na zbiorze składającym się z 5 mld obrazów. Wiemy to, bo firma postanowiła podzielić się informacjami o swoim modus operandi. Inne działają mniej otwarcie.

Jak ujawnił programista Andy Baio, firmy, które stoją za tymi maszynami, zdają sobie sprawę z tego, że dotykają śliskiej materii. Do opracowania zbiorów, na których uczą się algorytmy, zatrudniają więc akademików. Ci mają o wiele większe możliwości wykorzystania utworów, bo prawo pozwala na użycie ich do celów naukowych. „Dla firm pracujących nad rozwojem AI stało się standardem, że używają zbiorów danych i modeli wytrenowanych przez badaczy z uniwersytetów do swoich komercyjnych celów. W niektórych przypadkach po prostu płacą za takie badania” – pisze Baio w serwisie Waxy.org i podaje przykład naukowców z Uniwersytetu w Monachium, którzy w publikacji ze swojego badania dziękują firmie Stability AI za „hojne wsparcie”.

Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.