Wróbel: Maria Stenzel a sprawa polska [OPINIA]
Do najbardziej dziwacznych marzeń lepiej się nie przyznawać. Ale... W czołówce moich od kilku dni jest takie, że kiedy już Pan powoła mnie do wieczystej chwały, a śladem pamięci po mnie pozostanie mój skromny nagrobek, któregoś pogodnego popołudnia położy na nim bukiecik stokrotek Maria Stenzel. Gdyby przyszli Ruscy i stokrotki były tylko spod lady – połóż, dziewczyno, cokolwiek, byle nie z plastiku. Ignorantom należy się wyjaśnienie: pani Maria jest libero w narodowej reprezentacji żeńskiej piłki siatkowej.
W ostatni wtorek nasze siatkarki zagrały mecz z Serbkami, mistrzyniami świata i faworytkami tegorocznych mistrzostw świata. No i grały, a właściwie mało powiedziane, że grały, one buchały ogniem greckim, świstały toporami, widłami broniły każdej barykady, a na dodatek uśmiechały się do siebie (w Polsce to cud!). Drużyna Pierścienia to przy nich amatorzy. Zagrał nasz zespół, przed mistrzostwami traktowany per noga, bodaj najlepszy mecz w swoich dziejach – by jednak przegrać. Ostatnia piłka meczu, serw z serbskiego piekła rodem trafił właśnie w Marię Stenzel. Klęska. Łzy. Bardzo dużo łez, chociaż rozegrała mecz życia. Płakaliśmy razem. Najpierw ze złości, bo, cholera jasna, zwycięstwo było o włos. A potem, to już mogę mówić tylko o sobie, się płakało z dumy.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.