Po co Trumpowi stablecoiny? Ameryka wraca do rozwiązań z XIX w.
Stablecoin to młodszy brat kryptowaluty. Ale nie jest wcale innowacją finansową. To powrót do koncepcji sprywatyzowanego pieniądza, który miał złoty okres w USA ostatniej ćwiartki XIX stulecia. Teraz sięga po niego Ameryka Trumpa.
Stablecoiny to (w miarę) nowa rzecz w światowych finansach. Ten prywatny pieniądz (nazywany też tokenem) jest młodszym bratem kryptowaluty. Rodzeństwo jest jednak różne jak noc i dzień. Krypto pozują na anarchizującego rebelianta – a przejawem tego są uparcie zdecentralizowana władza nad produkcją waluty i podatność na wahania wartości. Stablecoiny odwrotnie – są na ich tle jak uczeń dobrego liceum, który jeszcze przed maturą planuje pójście na prawo. Wartość nominalna stablecoina jest ściśle powiązana z prawdziwą walutą – najczęściej z dolarem – albo z jakimś cennym surowcem. Stąd właśnie przedrostek „stable”, który od razu ma krzyczeć do użytkownika: „Twoje pieniądze są bezpieczne!”.
Donald Trump stawia na kryptowaluty
Za pierwszą poważną próbę stworzenia stablecoina uchodzi eksperyment z Librą odpalony przez Facebooka w 2019 r., potem przemianowany na Diem i porzucony podczas pandemii. Tamte pomysły znalazły wielu naśladowców, więc tokenizacją pieniądza zainteresowały się banki centralne i rządy. Najdalej poszli – jak dotąd – Amerykanie; z inicjatywy administracji Donalda Trumpa uchwalono latem 2025 r. prawo zwane GENIUS – akt ten porządkuje wymagania prawne i finansowe, które muszą spełnić prywatni emitenci stablecoinów, i mówi np. o tym, że muszą utrzymywać odpowiednio wysokie płynne rezerwy, by nie tworzyć groźnych finansowych piramid.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.