Bogactwo importowane. Dlaczego umowa handlowa z Mercosurem się opłaca?
Opór przeciw umowie z Mercosurem w Polsce dziwi. Dotąd przecież za każdym razem, gdy otwieraliśmy rynek na import, per saldo się bogaciliśmy. Tak stało się, gdy weszliśmy do Unii Europejskiej, i za każdym razem, gdy UE podpisywała kolejną umowę handlową.
W oczach polskich rolników Ursula von der Leyen nie ma już szans na rehabilitację. Umowa handlowa między UE a krajami Mercosuru zaczyna obowiązywać, co oznacza wprowadzenie na rynek nowych, tanich produktów z zagranicy. Na razie warunkowo i częściowo, bo nie zatwierdził jej jeszcze Parlament Europejski. Szefowa KE przekonuje, że „umowa tworzy rynek liczący 720 mln ludzi, otwierając niezliczone możliwości. Pozwoli zaoszczędzić miliardy dolarów na cłach i umożliwi rozwój europejskim małym i średnim przedsiębiorstwom, które zyskają dostęp do nowych rynków”. Czy ma rację?
Tak. Per saldo jako podatnicy i konsumenci zyskiwaliśmy za każdym razem, gdy otwieraliśmy nasz rynek na dodatkowy import, także w rolnictwie. Zyskamy i teraz. Ponadpartyjny sprzeciw wobec umowy z Mercosurem, który uformował się pod wpływem głośnego rolniczego lobby, jest sprzeczny z doświadczeniami Polski z ostatnich 36 lat.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.