Wygrać Wimbledon, uratować F1
Na razie nikt nie wie, co przyniesie rok 2010. Tym razem kibice mają jednak powód, żeby czekać na nowy sezon niecierpliwie - szumnie zapowiedziane powroty Justine Henin i Michaela Schumachera.
Kiedy wielka gwiazda gwałtownie kończy karierę, pojawia się pytanie: dlaczego to zrobił. Zaraz po nim pojawia się drugie: kiedy wróci. W przypadku tych dwojga kwestii powrotu nikt nie brał na serio - dopóki informacje nie stały się oficjalne. Każde z nich podjęło tę decyzję z sobie znanego powodu, ale już wiadomo, że ich powroty będą mieć wielkie znaczenie dla całej dyscypliny.
Justine Henin, siedmiokrotna zwyciężczyni wielkoszlemowa, miała kobiecy tenis u stóp, kiedy 20 miesięcy temu z dnia na dzień postanowiła odejść. Nieodwołalnie. Oficjalny powód: - Chcę znów swobodnie odetchnąć - powiedziała 26-letnia Belgijka, która poświęciła tenisowi większą część życia. Coś się w niej wypaliło. Przyszedł czas na nowe wyzwania.
Henin ogłosiła tę decyzję tuż przed swoim ukochanym Roland Garros, dzień po porażce z Dinarą Safiną w Berlinie. Wydawało się, że był to symboliczny moment przekazania władzy - Safina miała zastąpić ustępującą królową. Rosjanka rzeczywiście była najbardziej dominującą tenisistką w cyklu WTA, jednak nie zdołała zrobić ostatniego kroku dzielącego ją od wielkości. Tymczasem Henin cieszyła się życiem.
- Przez kilka pierwszych miesięcy po odejściu było fantastycznie. Mogłam robić, co chciałam, poznałam nowych ludzi, byłam wolna i wszystko szło świetnie. Śpiewałam, grałam w piłkę nożną, miałam nawet małą rolę w serialu telewizyjnym. Najtrudniejszym wyzwaniem było gotowanie - opowiadała Henin. Wkrótce zorientowała się, że czegoś jednak jej brakuje. Dotarło to do niej, kiedy oglądała finał Roland Garros.
- Roger Federer usiłował zdobyć tytuł, którego brakowało mu w karierze. Jakaś część mnie mu kibicowała. Wiedziałam jednak, że jeśli mu się uda, będę z tym miała psychiczny problem. Kiedy wygrał, to nie dawało mi spokoju. Cały czas myślałam, jak wiele straciłam, dlatego że nigdy nie wygrałam Wimbledonu - przyznała tenisistka. Kiedy to sobie uświadomiła, znów wzięła do ręki rakietę i wznowiła treningi.
Jej powrót to niepokojący sygnał dla wszystkich rywalek, nie wyłączając Agnieszki Radwańskiej. Wprawdzie nieźle trzymają się Rosjanki Swietłana Kuzniecowa, Jelena Diemientiewa oraz Serbka Jelena Janković. Siostry Williams wciąż mają apetyt na sukcesy, a Maria Szarapowa - nadzieję na odzyskanie formy. O swoje będą walczyć nowicjuszki Wiktoria Azarenka i Caroline Wozniacki. Jakby tego było mało, kilka miesięcy temu na powrót zdecydowała się inna Belgijka Kim Clijsters i od razu wygrała US Open. Wkrótce dla którejś z tenisistek w czołówce może zrobić się za ciasno, właśnie za sprawą Henin. Wszystkie z pewnością pamiętają, ile siły kryje się w drobnym ciele tej dziewczyny z klasycznym, jednoręcznym bekhendem. Na dobrych kilka sezonów zdominowała sport, który uważany jest za terytorium atletycznie zbudowanych dziewczyn - wygrała 41 turniejów, 7 wielkoszlemowych, w Atenach została mistrzynią olimpijską, prowadzenie w rankingu po raz pierwszy objęła w październiku 2003 roku.
Od jej odejścia napisano niezliczoną ilość artykułów o kryzysie w kobiecym tenisie - powrót królowej może na długo położyć kres tym rozważaniom.
Najbardziej bolesnym tematem w Formule 1 jest kryzys, ale ten finansowy. A najbardziej oczekiwanym lekiem na niego od kilku tygodni jest właśnie powrót Schumachera. Do końca sezonu 2006 to on był największą siłą, która przyciągała kibiców przed telewizory i na tory wyścigowe, a przede wszystkim zapewniał pieniądze od sponsorów. Niemiecki kierowca w czerwonym bolidzie Ferrari stał się w świecie F1 instytucją, nie oparł mu się żaden rekord - zdobył 7 tytułów mistrza świata, wygrał 91 wyścigów, 78 razy ustanowił najlepszy czas okrążenia i 68 razy startował z pole position. Nawet jeśli po swoje sukcesy zmierzał czasami na granicy przepisów, nic nie mogło przyćmić jego gwiazdy. Najlepszym tego dobiciem był stan konta Schumachera - najwyżej opłacanego kierowcy, który w najlepszych czasach razem z kontraktami reklamowymi zarabiał 80 mln dolarów rocznie. Sporą fortunę przyniosłyby mu same czapeczki z jego nazwiskiem - sprzedał setki tysięcy po 30 dolarów za sztukę.
Jego odejście najbardziej odczuli Niemcy. Oglądalność F1 w telewizji RTL spadła z 42,8 mln do 29,6 mln w zeszłym sezonie. Kontrakty na prawa telewizyjne w czasach Schumachera były warte 90 mln dolarów, a ostatnio już tylko 49 mln.
W ostatnim sezonie w F1 nie działo się dobrze - przede wszystkim na świecie wybuchł kryzys, który najbardziej dotknął branżę samochodową, tradycyjnie najsilniejszych graczy w wyścigach bolidów. Toyota, BMW, a poniekąd także Renault nie przetrwały (ten ostatni sprzedał większość udziałów w teamie). Kolejne afery korupcyjnie nie poprawiły wizerunku dyscypliny. Ogólne przychody ze sponsoringu spadły w 2009 roku o 8 procent - z 839,9 do 770,75 mln dol.
Tę przykrą tendencję spadkową ma zatrzymać właśnie Schumacher, który w wieku 41 lat zostanie liderem dream teamu pod szyldem Mercedesa - nic dziwnego, że propozycja przyszłą właśnie z Niemiec. W Mercedesie wkraczającym samodzielnie na tory F1 (wcześniej z McLarenem) zebrali się starzy przyjaciele z różnych etapów kariery Schumachera - przede wszystkim Ross Brawn, który pracował z nim w drodze do wszystkich siedmiu tytułów. Niemiec okazał się sentymentalny - uległ ich namowom, choć zaproponowali tylko 7 mln euro za sezon, czyli ułamek dawnych zarobków.
Nie wszystkim podoba się, że w czasach kryzysu firma utopi w F1 gigantyczne kwoty (dziś szacowane na 60 mln euro rocznie). Ale w koncernie uważają, że wiedzą, co robią: - Dzięki Michaelowi sprzedamy o wiele więcej samochodów - zapewnił niedawno w telewizji ZDF Norbert Haug, wiceprezydent sportów motorowych w Mercedesie.
@RY1@i02/2009/253/i02.2009.253.000.018a.001.jpg@RY2@
Justine Henin wraca na kort w styczniu w Sydney
AP
Marta Mikiel
marta.mikiel@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu