Mediator się przydaje
ROZMOWA
MARTA MIKIEL:
MARIUSZ FYRSTENBERG:
Chyba czekaliśmy z nią na turnieje w hali, to nasza specjalność. Poza tym świetnie gra nam się pod presją. W przyszłym roku trzeba będzie wyciągnąć z tego wnioski. Pewność siebie przed turniejem w Londynie dały nam dwa świetne mecze z braćmi Bryanami, najpierw w Szanghaju, choć ten przegraliśmy, a potem w Paryżu. Po tej wygranej, od której zależał nasz awans do Masters, już wiedzieliśmy, że jesteśmy w formie. Tego poczucia nie zburzył nawet przegrany mecz zaraz potem. Po wykonaniu zadania emocje z nas uszły, ale teraz znów walczymy o coś ważnego.
Nadal uważamy ich za najtrudniejszych. Zaczęli mecz świetnie, ale potem przytrafiło im się kilka błędów, Marcin zagrał kilka doskonałych piłek, trzymał doskonały poziom, ja zacząłem coraz lepiej serwować, wykorzystaliśmy wszystkie szanse, a oni zaczęli grać asekuracyjnie. Musieli gonić, ale my za dobrze serwowaliśmy. Uważam zresztą, że Nestor z Zimonjiciem jeszcze w tym turnieju pokażą swoją prawdziwą twarz. Wygrali w tym sezonie 9 turniejów, ale wiele razy też odpadali w pierwszej rundzie. Bywają nieprzewidywalni, zupełnie jak my. Ale jak już przetrwają trudny początek, grają super.
To jest tylko jeden mecz. Nawet dwa zwycięstwa nie muszą gwarantować półfinału. Na przykład jeśli jedna z par w grupie wszystko przegra.
Bhupathiego z Indii i Knowlesa z Bahanów, z którymi zmierzymy się we wtorek. Ich wolej jest groźny. Jeszcze z nimi w tym roku nie wygraliśmy. Z Czermakiem (Czechy) i Mertinakiem (Słowacja) nie spotkaliśmy się nigdy. Oni podobnie jak Kubot z Marachem (Austria) są nowi w czołówce.
Od kilku turniejów jeździ z nami Radosław Szymanik, kapitan reprezentacji Pucharu Davisa. W Londynie jest też Nick Brown, który mieszka godzinę drogi od hali. Radek jest mediatorem między nami dwoma, to on wywołuje dyskusje i pomaga wyciągnąć wnioski, kiedy mamy z Marcinem odmienne spojrzenia na jakiś problem na korcie. Poza tym ratuje nas od znużenia sobą, które pojawia się nieuchronnie po latach grania. Nick sam był kiedyś świetnym zawodnikiem i korzystamy z jego doświadczenia.
Bardzo, po pierwsze dlatego, że nie trzeba lecieć do Azji. Impreza jest świetnie rozreklamowana. Na trybunach tłumy, i to nie tylko na singlu. Jak to na Masters, pławimy się w luksusie. Uszyli dla nas eleganckie garnitury, miarę brali już w Paryżu. Ręczniki z wyhaftowanymi nazwiskami to już norma. Chociaż w Szanghaju były jeszcze poduszki. Tu klimat jest bardziej historyczny. Śniadania w hotelu jemy w dawnej bibliotece, z widokiem na Big Bena. Przejrzałem kilka książek, miały po 150 lat. Nowością jest transport graczy promem po Tamizie.
Jasne, wszyscy z niego korzystają. Przejażdżka trwa pół godziny, nie trzeba stać w korkach.
@RY1@i02/2009/229/i02.2009.229.000.018a.001.jpg@RY2@
Matkowski i Fyrstenberg pokonali już w Londynie parę nr 1
Icon Sport/Newspix.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu