Upominam się o wykorzenionych
"Bambino" to powieść o bolesnej historii powojennego Szczecina. Jednak wielu recenzentów zaczyna od feminizmu...
Bo mnie kojarzy się z feminizmem. Choćby dlatego, że moją poprzednią książkę, "Smaki i dotyki", interpretowano jako feministyczną.
Nie może być, bo w narracji nie ma miejsca na ujawnienie światopoglądu pisarki. Feminizm oczywiście tkwi w tej opowieści, w jej głębszych warstwach. Światopoglądu nie zostawia się przecież w przedpokoju, kiedy przystępuje się do pisania książki. A więc jest to przede wszystkim opowieść o kobietach. Kto odgruzowywał miasta polskie po wojnie? Głównie kobiety. Na wystawie fotograficznej, która dokumentowała pierwsze lata powojenne w Szczecinie, najwięcej było zdjęć kobiet z dziecęcymi wózkami, w których woziły gruzy, nie dzieci.
Niestety, w to wierzę, choć nie wiem, czy to jest fatum Szczecina. Rzeczywiście tę powieść czyta się jako szczecińską, tożsamościową. Ale przede wszystkim jest to powieść przesiedleńcza. W gruncie rzeczy chodzi o to, że w tym mieście skumulowało się doświadczenie, które jest najbardziej typowym doświadczeniem XX wieku.
Przez kilkadziesiąt lat o przesiedleniach opowiadało się w konwencji bohaterskich historii zdobywania Dzikiego Zachodu. To był podstawowy mit, narracja, za pomocą której starano się uporządkować doświadczenie tamtych ludzi. To mogło dodawać siły. Lepiej jest być zdobywcą Dzikiego Zachodu niż ofiarą wypuszczoną z bydlęcego wagonu. Nawet dziś trudno jest ludziom wydrzeć opowieść ich życia, która byłaby opowiedziana inaczej.
Przez lata nie było wielkich projektów narodowych narracji, które obejmowałyby akurat to doświadczenie. One zaczęły powstawać dopiero kilkanaście lat temu. Otworzyły się szufladki z opowieściami o rodzinach. Nie znaczy to, że w poprzednich dekadach coś takiego nie istniało. Były nadsyłane na konkursy pamiętniki rodzin szczecińskich. Ale kiedy się je dziś czyta, wydają się wypracowaniami na temat. Wydaje się, że świadomość tego, co wypada, a czego nie wypada, co wolno i gdzie jest limit szczerości, była w ludziach bardzo silna. Do tej pory nie odbyło się coś takiego jak opowiadanie, które by było aktem oczyszczającym, ale też aktem pocieszycielskim.
Jeżeli wojna zdekomponowała świat, musiała zdekomponować też rodzinę. A w dodatku ta rodzina, często z korzeniami chłopskimi, oparta na patriarchalnej tradycji, nie była idealna. Idealizowało się ją w opowieściach, i to dość naiwnych, które nie próbowały mierzyć się ze światem, ale wybielały doświadczenia biograficzne. Moi bohaterowie mają dużo dobrej woli. Przynajmniej na początku, kiedy zawierają związki. Ale kiedy wydaje się, że jest lepiej, w ich życie wkracza historia, pojawia się wątek nie tylko doświadczenia wojny, kluczowego dla tego pokolenia, ale doświadczenia wczesnej PRL.
@RY1@i02/2009/223/i02.2009.223.000.0017.001.jpg@RY2@
Inga Iwasiów, literaturoznaczyni, krytyk literacki. Debiutowała zbiorem opowiadań "Miasto-ja-miasto" (1998)
Michał Kołyga
@RY1@i02/2009/223/i02.2009.223.000.0017.002.jpg@RY2@
"Bambino" Inga Iwasiów Świat Książki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu