Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Chopin kontra Freddie Mercury

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Po trzech latach od wydania ostatniego krążka studyjnego na scenę wraca Muse, jedna z najważniejszych grup brytyjskiego rocka. "The Resistance" to powrót triumfalny.

Muse to zespół, który fantastycznie wypada na żywo. Mogli się o tym przekonać uczestnicy gdyńskiego festiwalu Heineken Open’er sprzed dwóch lat - zespół Matthew Bellamy’ego był jedną z największych gwiazd imprezy. Zresztą wystarczy sięgnąć po koncertowy krążek "H.A.A.R.P." (2008), by przekonać się, że kompozycje Muse są idealne do stadionowych, pompatycznych widowisk. Nic dziwnego, że na przełomie września i października będą supportować U2 podczas amerykańskiej części trasy "360 Tour". Tyle że od swoich irlandzkich kolegów Muse - przynajmniej pod względem muzycznym - mają o wiele więcej do zaproponowania.

Wypracowany przez Bellamy’ego i spółkę styl konsekwentnie - i w pełni świadomie - balansuje na granicy kiczu. Co z tego, skoro kolejnych albumów Muse wciąż słucha się znakomicie? I nie inaczej jest w przypadku "The Resistance". Zespół korzysta tu z całego arsenału sprawdzonych patentów: chwytliwych, momentalnie wpadających w ucho melodii, symfonicznych orkiestracji, bombastycznych brzmień. Niektóre pomysły mogą wydawać się wręcz tandetne - oto bowiem w finale utworu "United States of Eurasia" pojawia się fortepianowa trawestacja Nokturnu E-dur op. 9 Fryderyka Chopina, zaś "I Belong to You" kończy się arią "Mon coeur s’ouvre a ta voix" z opery "Samson i Dalila" Camille’a Saint-Saënsa.

"United States of Eurasia" to kwintesencja stylu Muse. Pompatyczny refren, przywodzący na myśl dokonania Freddiego Mercury’ego i Queen z okresu "A Night at the Opera", miesza się tu z orientalnym riffem. Na dodatek Chopinowski nokturn zmiksowany został z odgłosami z placu zabaw i hukiem silników nadlatujących myśliwców. "Nawet tak bezwstydny zespół jak Muse poszedł tym razem za daleko" - narzekał krytyk internetowego serwisu Pitchfork Media. Ale trzeba jasno powiedzieć - bez podobnych kompozycji grupa straciłaby swój charakter. Niedaleko przecież od "United States of Eurasia" do sztandarowych hitów Muse, takich jak "Knights of Cydonia" czy "Butterflies and Hurricanes".

Ale Bellamy nie stroni od eksperymentów. Na "The Resistance" nie brakuje wycieczek w stronę, w którą zmierza choćby Franz Ferdinand, czyli przebojowego połączenia gitarowych riffów i tanecznych rytmów. Nie ma w tym nic z popularnej na Wyspach rockowej dyskoteki - Matthew Bellamy za bardzo pielęgnuje swój mroczno-zblazowany wizerunek - ale dowodzi, że grupa do swojego stylu czuje spory dystans. A już zupełną nowością jest utwór "Who Knows Who" nagrany przez zespół z udziałem stojącego za projektem The Streets Mike’a Skinnera. Początkowo piosenka nie miała ujrzeć światła dziennego, ale zespół umieścił ją na stronie B singla "Uprising" promującego "The Resistance". - To miała być brytyjska odpowiedź na Rage Against The Machine - mówił Bellamy w jednym z wywiadów. I choć to żart, nikogo by nie zdziwiło, gdyby Muse zaczęli na kolejnym albumie eksplorować kolejne gatunki muzyki. Stać ich na to.

@RY1@i02/2009/180/i02.2009.180.000.017a.101.jpg@RY2@

WARNER MUSIC POLAND

Muse. Od lewej: Christopher Wolstenholme, Matthew Bellamy i Dominic Howard

Jakub Demiańczuk

Warner Music

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.