Odejść w dobrym stylu
John Bartle, jeden z założycieli agencji reklamowej Bartle Bogle Hegarty, wygłosił w swym życiu wiele przemówień.
- Moim zdaniem najtrudniejsze były: przemówienie na ślubie córki i moje pożegnalne wystąpienie, ponieważ - miejmy nadzieję - takie okazje zdarzają się tylko raz.
Wspomina, że bardzo starannie przygotował mowę, którą wygłosił, odchodząc z firmy w 1999 r. Uznał, że jest „zbyt ważna, by mógł pozwolić sobie na improwizację” i że okazja wymaga wystąpienia z czymś niezwykłym.
- Trzeba patrzeć przed siebie, nie za siebie i w pewnym sensie zminimalizować znaczenie własnego odejścia. Trzeba wyjaśnić współpracownikom, dlaczego nadeszła pora, byś odszedł, i dlaczego odtąd firma będzie działać bez ciebie.
Idealna mowa pożegnalna powinna stanowić subtelną mieszankę humoru, wspomnień, słów otuchy i wdzięczności. To niełatwe nawet wówczas, gdy pożegnanie przebiega w atmosferze życzliwości i przyjacielskiego poklepywania po plecach - a podwójnie trudne, gdy rozstajesz się z firmą w niejasnych okolicznościach i te wszystkie uprzejmości wygłaszasz przez zaciśnięte zęby. Pewnie były bankowiec zauważył:
- Pozostaje nadzieja, że wszyscy są zbyt pijani, by dostrzec, że mówisz bezbarwnym głosem a twój uśmiech to konwulsyjny grymas.
Kim Fletcher, dyrektor naczelny Trinity Management Communications i były redaktor naczelny niedzielnego wydania „The Independent”, mówi: Moim zdaniem nie powinno się wykorzystywać tej okazji do załatwiania starych porachunków, nawet jeśli, prawdę mówiąc, po prostu wyrzucono cię z pracy. Niemal na pewno wśród słuchaczy będą osoby, które nie miały z tym nic wspólnego - i sprawisz im przykrość.
Przeciwnie, pożegnalna mowa powinna pozostawić byłym współpracownikom dobre, ciepłe wspomnienia.
- Wszyscy są samolubni, więc podaruj im chwilę dobrego samopoczucia, a wyjdą, myśląc: Wspaniały gość! Nawet jeśli byłeś bezwzględnym draniem, pomyślą: No tak, to był bezwzględny drań, ale jak ciepło się o nas wyrażał!
- Nawet jeśli odchodzisz w okolicznościach mniej przyjaznych, niż na to wygląda, zawsze możesz coś zrobić: na przykład nie wspominać o obecnym kierownictwie, ale chwalić spółkę - radzi Kim Fletcher.
Powód jest pragmatyczny. Bez względu na to, ile satysfakcji dałoby ci powiedzenie, głośno i szczerze, co o nich wszystkich myślisz, tak naprawdę to nie leży w niczyim interesie - w twoim także nie. Za kilka lat zapewne uraza nieco złagodnieje i zrozumiesz, że w tym, co się stało, nie chodziło o ciebie osobiście, lecz o interesy.
Podobnego zdania jest Elisabeth Marx, partner w spółce łowców głów Heidirck & Struggles.
- Radzę, by - o ile to możliwe - odchodzić z godnością. Pożegnalne przemówienie jest zawsze pełne emocji, pozytywnych albo negatywnych - ale lepiej okazać wielkoduszność.
Sugeruje, że można nawet porozmawiać o tym z pozostającym kierownictwem: - Zdobądź się na gest współpracy i zapytaj, jak widzieliby twoje odejście. A jeśli jesteś ustępującym dyrektorem naczelnym, pamiętaj, że jedną z twoich ról jest zapewnienie ciągłości i tego, by wyniki i kultura firmy nie doznały uszczerbku. Musisz dobrze przejść ten okres - to należy do twoich obowiązków i wpłynie na twoją opinię.
Są także bardziej przyziemne względy. - Żelazna reguła mówi: nie upij się przed wygłoszeniem mowy - twierdzi Jonathan Richards, dyrektor ds. kreatywności w Penna Recruitment Communications.
Pamięta on, że pewna kobieta zaczęła przemówienie od zwierzeń, na którego z dawnych współpracowników miała swego czasu chrapkę. Potem opowiedziała, jak uprawiała seks w biurze, a wreszcie obsunęła się po stole prezydialnym, przy czym zadarła się jej spódnica. - To było obrzydliwe, żałosne i w pewnym sensie śmieszne - mówi.
Jeszcze gorszy był przypadek, gdy „pewna dziewczyna spiła się w trupa w porze lunchu, przed przyjęciem na jej cześć i oświadczyła współpracownikom, każdemu z osobna, że ich nienawidzi”. W rezultacie nie tylko ominęło ją pożegnalne przyjęcie, lecz ostatniego dnia w pracy zarobiła formalne upomnienie.
Pomijając kwestię alkoholu, Jonathan Richards także doradza uprzejmość.
- Koledzy będą wiedzieli, czy potraktowano cię niesprawiedliwie - mówi. Poza tym radzi, by nie opowiadać pieprznych kawałów i uprzejmie, i z wdzięcznością przyjąć pożegnalny prezent - nawet jeśli uważasz, że jest ohydny i do niczego.
- Byłem na imprezie, na której żegnany pracownik dopytywał się, czy koledzy zachowali paragon.
Ostatnia rada: mowa pożegnalna ma być krótka.
- Lepiej, żeby żałowali, że nie trwała pięć minut dłużej, niż gdyby mieli wzdychać: A niechże już skończy i idzie sobie!.
Dla mierzących najwyżej niezłym wzorem będzie ostatnie przemówienie Tony Blaira jako premiera - majstersztyk, który rozpalił płomień nostalgii nawet w sercach tych, którzy nie mogli się doczekać jego ustąpienia.
A najgorszy przykład? Tu palma pierwszeństwa należy się Geraldowi Ratnerowi, brytyjskiemu jubilerowi, który zażartował, że jego produkty to „gówno”. To dowodzi, że najgorsze ostatnie kwestie to te wygłaszane bezwiednie.
Fot. Istock
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.