Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Odejść w dobrym stylu

23 stycznia 2009
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

John Bartle, jeden z założycieli agencji reklamowej Bartle Bogle Hegarty, wygłosił w swym życiu wiele przemówień.

- Moim zdaniem najtrudniejsze były: przemówienie na ślubie córki i moje pożegnalne wystąpienie, ponieważ - miejmy nadzieję - takie okazje zdarzają się tylko raz.

Wspomina, że bardzo starannie przygotował mowę, którą wygłosił, odchodząc z firmy w 1999 r. Uznał, że jest „zbyt ważna, by mógł pozwolić sobie na improwizację” i że okazja wymaga wystąpienia z czymś niezwykłym.

- Trzeba patrzeć przed siebie, nie za siebie i w pewnym sensie zminimalizować znaczenie własnego odejścia. Trzeba wyjaśnić współpracownikom, dlaczego nadeszła pora, byś odszedł, i dlaczego odtąd firma będzie działać bez ciebie.

Idealna mowa pożegnalna powinna stanowić subtelną mieszankę humoru, wspomnień, słów otuchy i wdzięczności. To niełatwe nawet wówczas, gdy pożegnanie przebiega w atmosferze życzliwości i przyjacielskiego poklepywania po plecach - a podwójnie trudne, gdy rozstajesz się z firmą w niejasnych okolicznościach i te wszystkie uprzejmości wygłaszasz przez zaciśnięte zęby. Pewnie były bankowiec zauważył:

- Pozostaje nadzieja, że wszyscy są zbyt pijani, by dostrzec, że mówisz bezbarwnym głosem a twój uśmiech to konwulsyjny grymas.

Kim Fletcher, dyrektor naczelny Trinity Management Communications i były redaktor naczelny niedzielnego wydania „The Independent”, mówi: Moim zdaniem nie powinno się wykorzystywać tej okazji do załatwiania starych porachunków, nawet jeśli, prawdę mówiąc, po prostu wyrzucono cię z pracy. Niemal na pewno wśród słuchaczy będą osoby, które nie miały z tym nic wspólnego - i sprawisz im przykrość.

Przeciwnie, pożegnalna mowa powinna pozostawić byłym współpracownikom dobre, ciepłe wspomnienia.

- Wszyscy są samolubni, więc podaruj im chwilę dobrego samopoczucia, a wyjdą, myśląc: Wspaniały gość! Nawet jeśli byłeś bezwzględnym draniem, pomyślą: No tak, to był bezwzględny drań, ale jak ciepło się o nas wyrażał!

- Nawet jeśli odchodzisz w okolicznościach mniej przyjaznych, niż na to wygląda, zawsze możesz coś zrobić: na przykład nie wspominać o obecnym kierownictwie, ale chwalić spółkę - radzi Kim Fletcher.

Powód jest pragmatyczny. Bez względu na to, ile satysfakcji dałoby ci powiedzenie, głośno i szczerze, co o nich wszystkich myślisz, tak naprawdę to nie leży w niczyim interesie - w twoim także nie. Za kilka lat zapewne uraza nieco złagodnieje i zrozumiesz, że w tym, co się stało, nie chodziło o ciebie osobiście, lecz o interesy.

Podobnego zdania jest Elisabeth Marx, partner w spółce łowców głów Heidirck & Struggles.

- Radzę, by - o ile to możliwe - odchodzić z godnością. Pożegnalne przemówienie jest zawsze pełne emocji, pozytywnych albo negatywnych - ale lepiej okazać wielkoduszność.

Sugeruje, że można nawet porozmawiać o tym z pozostającym kierownictwem: - Zdobądź się na gest współpracy i zapytaj, jak widzieliby twoje odejście. A jeśli jesteś ustępującym dyrektorem naczelnym, pamiętaj, że jedną z twoich ról jest zapewnienie ciągłości i tego, by wyniki i kultura firmy nie doznały uszczerbku. Musisz dobrze przejść ten okres - to należy do twoich obowiązków i wpłynie na twoją opinię.

Są także bardziej przyziemne względy. - Żelazna reguła mówi: nie upij się przed wygłoszeniem mowy - twierdzi Jonathan Richards, dyrektor ds. kreatywności w Penna Recruitment Communications.

Pamięta on, że pewna kobieta zaczęła przemówienie od zwierzeń, na którego z dawnych współpracowników miała swego czasu chrapkę. Potem opowiedziała, jak uprawiała seks w biurze, a wreszcie obsunęła się po stole prezydialnym, przy czym zadarła się jej spódnica. - To było obrzydliwe, żałosne i w pewnym sensie śmieszne - mówi.

Jeszcze gorszy był przypadek, gdy „pewna dziewczyna spiła się w trupa w porze lunchu, przed przyjęciem na jej cześć i oświadczyła współpracownikom, każdemu z osobna, że ich nienawidzi”. W rezultacie nie tylko ominęło ją pożegnalne przyjęcie, lecz ostatniego dnia w pracy zarobiła formalne upomnienie.

Pomijając kwestię alkoholu, Jonathan Richards także doradza uprzejmość.

- Koledzy będą wiedzieli, czy potraktowano cię niesprawiedliwie - mówi. Poza tym radzi, by nie opowiadać pieprznych kawałów i uprzejmie, i z wdzięcznością przyjąć pożegnalny prezent - nawet jeśli uważasz, że jest ohydny i do niczego.

- Byłem na imprezie, na której żegnany pracownik dopytywał się, czy koledzy zachowali paragon.

Ostatnia rada: mowa pożegnalna ma być krótka.

- Lepiej, żeby żałowali, że nie trwała pięć minut dłużej, niż gdyby mieli wzdychać: A niechże już skończy i idzie sobie!.

Dla mierzących najwyżej niezłym wzorem będzie ostatnie przemówienie Tony Blaira jako premiera - majstersztyk, który rozpalił płomień nostalgii nawet w sercach tych, którzy nie mogli się doczekać jego ustąpienia.

A najgorszy przykład? Tu palma pierwszeństwa należy się Geraldowi Ratnerowi, brytyjskiemu jubilerowi, który zażartował, że jego produkty to „gówno”. To dowodzi, że najgorsze ostatnie kwestie to te wygłaszane bezwiednie.

cc3ad20f-4ee3-489c-9ea2-9c66bac2a5c8-38886024.jpg

Fot. Istock

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.