Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Biuro pełne zabawek

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Tod Redfoot, dyrektor ds. wewnętrznego rozwoju w amerykańskiej spółce technologicznej Go Daddy, ma na biurku wyrzutnię rakiet, którą od czasu do czasu podłącza do komputera.

- W trakcie spotkania, gdy zaczynają grać temperamenty, można wystrzelić kilka pocisków (z pianki) w stronę współpracowników, co zdecydowanie poprawia atmosferę. To urządzenie przydaje się także podczas rozmów z kandydatami do pracy: mam wrażenie, że naprawdę im się podoba.

Nie tylko Go Daddy jest zdania, że obecność zabawek w biurze poprawia atmosferę i sprzyja podnoszeniu wydajności. W wielu firmach, zwłaszcza w kreatywnych branżach, w miejscu pracy pełno jest gadżetów - od drobiazgów, które kupili sami pracownicy, takich jak wyrzutnia dyrektora Redfoota, po duże zabawki, przewidziane już w projektu budynku. Wśród tych ostatnich najbardziej znana jest zjeżdżalnia, biegnąca przez kilka pięter londyńskiej siedziby producenta energetyzującego napoju Red Bull.

Do zwolenników koncepcji „miejsce pracy - miejscem zabawy” należy, między innymi, londyńska firma doradców ds. innowacyjności WhatIt!

- Na spotkaniach poświęconych nowym pomysłom mamy zwykle piłki i frisbie, którymi można porzucać - opowiada Chris Baréz-Brown, szef ds. uczenia się.

Są i większe zabawki: w foyer stoi posąg krowy, której skóra przedstawia sceny ze Spidermana, a salki konferencyjne urządzono w stylu jadalnia z sypialnią. Firma zachęca pracowników, by przynosili do pracy ulubione drobiazgi.

- Pozwalamy ludziom adaptować własne otoczenie - wyjaśnia Chris Baréz-Brown.

- W zeszłym tygodniu ktoś przytargał starego, wypchanego lisa, kupionego na aukcji.

Londyńskie biuro agencji reklamowej Wieden and Kennedy także ma rozrywkowy stosunek do pracy. Dyrektor ds. kreatywności David Bruno podkreśla, że w recepcji firmy ustawiono nie tylko maszynę do gry w stołowy futbol (to można spotkać niemal wszędzie!), lecz także szklaną gablotę, mieszczącą „jedną z najmniejszych w Londynie galerii sztuki”: pracownicy mogą w niej wystawiać wszelkiego rodzaju interesujące eksponaty - na przykład własne kolekcje sportowych butów. Ściany w sali konferencyjnej są pokryte korkiem, stołki mają kształt ogromnych klawiszy komputerowej klawiatury, a stół to olbrzymi bloczek żółtych karteczek - „przypominajek”. Inne pomieszczenie, używane do spotkań w mniejszym gronie lub jako czytelnia, ma wyściełane ściany - zupełnie jak izolatka w szpitalu psychiatrycznym. Ku rozrywce szerszej publiczności przed budynkiem ustawiono maszynę do drukowania kart świątecznych, na których tradycyjnym postaciom można dać własną twarz.

To wszystko wygląda bardzo zabawnie, ale śmieszne gadżety mają służyć poważnemu celowi - zwłaszcza dziś, gdy, być może, stoimy u progu najgłębszej recesji od lat 30. ubiegłego wieku.

Simon Jordan, dyrektor Jump Studios - firmy, która zaprojektowała siedzibę Red Bull - twierdzi, że chodzi o coś więcej niż zaskoczenie ludzi ekscentrycznym pomysłem.

- Red Bull oczekiwał od nas rozwiązań sprzyjających interakcjom między ludźmi. Takie nietypowe elementy wystroju są zabawne, sprawiają przyjemność, podsuwają temat do rozmowy i naprawdę podobają się gościom - a poza tym pasują do wizerunku produktu. Trzeba też pamiętać, że firmy takie jak Red Bull liczą na zainteresowanie mediów jako na dźwignię swojej marki - a takie rzeczy pomagają.

Chris Baréz-Brown uważa, że biurowe zabawki spełniają dwie funkcje: - Po pierwsze, stymulują i sprzyjają niekonwencjonalnemu myśleniu. Po drugie, tworzą swobodną atmosferę, w której pracownicy stają się bardziej kreatywni.

Dodaje jednak, że trzeba znaleźć złoty środek między inspirowaniem pracowników a udziwnieniami, które niczemu nie służą.

Co więcej, młodsza generacja spodziewa się, że miejsce pracy będzie przyjemniejsze niż sztywne, oficjalne zakłady pracy ich rodziców - zwłaszcza że zatarły się pewne granice. - Wobec nieuchronnej kolizji pracy i życia towarzyskiego biura stały się bardziej „domowe” - mówi Simon Jordan.

Jeremy Myerson, profesor projektowania w Royal College of Art, dodaje słowo przestrogi: po pierwsze, to, co jest na miejscu w agencji reklamowej, może razić w prywatnym banku. Biurowe zabawki najlepiej spełniają swą rolę, gdy współgrają z marką firmy.

- Poza tym jest sprawa różnic między pokoleniami. Tego rodzaju pomysły mogą sprawić, że starsi pracownicy poczują się wyłączeni. Trzeba pamiętać, że nie każdy chce w pracy grać na Wii i oglądać MTV.

Najbardziej niepokoi go to, że ideę, leżącą u podłoża biurowych zabawek - przekonanie, że sprzyjają rozwojowi współpracy - uznano za cel sam w sobie.

- Często uważa się, że wystarczy zmienić biuro w jedną wielką arenę burzy mózgów i wszystko będzie zawsze szło jak po maśle. Tymczasem współdziałanie to zaledwie część tego, co stanowi o świadomej i mądrej pracy. Potrzebna jest też przestrzeń do przemyśleń i spokojnego skupienia nad pracą - mówi Jeremy Myerson.

Wniosek? Nie ujmując niczego zjeżdżalniom i wyrzutniom, izolatki są także potrzebne.

d596981c-aa07-4479-bfe9-7ef798a98098-38879654.jpg

Fot. Istock

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.