Pamięć, która potrafi zabijać
"Partytura śmierci" to najlepsza jak dotąd powieść Jana Seghersa - pełnokrwisty kryminał z mroczną historią Niemiec w tle
W kryminałach Seghersa zawsze coś mi nie pasowało - tak jakby, używając metafory muzycznej, autor za każdym razem wyzywał na pojedynek mój literacki słuch. Niby wszystko było w porządku, ale drażniły mnie fałszywe nuty. Przy lekturze "Zbyt pięknej dziewczyny" sarkałem na nadmiernie wykoncypowaną intrygę i lustrzane wręcz podobieństwo komisarza Marthalera do Kurta Wallandera. W przypadku "Panny młodej w śniegu" miałem ochotę zjeść książkę ze złości, ponieważ poczułem się - jako czytelnik - gruntownie zlekceważony sztampowym zakończeniem. Do trzech razy sztuka, myślałem więc, biorąc się za "Partyturę śmierci". Ryzyko się opłaciło - to zdecydowanie najlepsza z powieści Seghersa. Czy to dlatego, że nie jest tylko udanym klonem skandynawskiego kryminału, ale sięga też głębiej w mrok niemieckiej duszy? Niewykluczone.
Georg Hofmann to dziecko Holokaustu, które przez całe życie próbowało zapomnieć o traumie lat wojny. Ów nobliwy paryżanin, obecnie emeryt, a niegdyś znany w stolicy Francji właściciel frywolnego kabaretowego teatrzyku, udziela jednak telewizyjnego wywiadu, podczas którego, naprowadzony pytaniami sprytnej dziennikarki, niespodziewanie wyrzuca z siebie bolesne wspomnienia: jego rodziców wywieziono z Frankfurtu nad Menem do obozu zagłady, a on sam - żydowska sierota - ocalał tylko dzięki ofiarności sąsiadów i trafił do Francji, gdzie przechowano go na pikardyjskiej prowincji.
W parę dni później ktoś dokonuje brutalnego zbiorowego mordu w tureckiej knajpce we Frankfurcie - ginie pięć osób, wygląda to na profesjonalną egzekucję. Media szaleją, zaś choleryczny komisarz Marthaler dysponuje tylko poszlakami. Czy istnieje jakiś związek między tą zbrodnią a paryskim wyznaniem Georga Hofmanna? I dlaczego tak ważna jest cudem odnaleziona partytura zaginionej operetki Jacquesa Offenbacha, którą Hofmann po wywiadzie otrzymuje od pewnej starszej pani?
Powieść Jana Seghersa (to pseudonim pisarza Matthiasa Altenburga) świetnie się czyta - w kategorii lekturowej przyswajalności to ekstraklasa. Dobre dialogi, zwięzłe charakterystyki, uważna topografia, suspens, trochę ironii i czarnego humoru. Ale nie tylko o technikę tu chodzi - "Partytura śmierci", mimo dość głupawego tytułu, buduje prawdziwe emocje i poczucie obcowania z sugestywną, wielowymiarową rzeczywistością, w której każda zbrodnia ma swoje korzenie głęboko w przeszłości bohaterów. To już nie jest elegancka układanka - to literatura pełną gębą.
@RY1@i02/2010/245/i02.2010.245.196.036b.001.jpg@RY2@
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu