Przedstawiamy tegoroczne nominacje do nagrody angelus
"To rzecz podsumowująca całą moją "przygodę" z Beckettem, od pierwszego zetknięcia się z jego nazwiskiem i pisarstwem, poprzez stopniowe wtajemniczenie w jego dzieło, aż po kontakty osobiste. Staram się to zrobić w formie opowieści, a nie choćby nawet swobodnego eseju, i przy okazji odpowiedzieć na pytanie, kim jest prawdziwy artysta we współczesnym świecie". Tak Antoni Libera kilka temu anonsował swoją pracę nad książkę, kiedy znajdowała się ona jeszcze w stanie embrionalnym. Po premierze wiemy, że rozwiązanie ostatniej kwestii autor zawiesił - być może do czasu wydania kolejnej publikacji. Opowieść urywa się bowiem pod koniec lat 70. czyli przed kolejnym, najistotniejszym etapem pracy Libery nad swoim guru, czyli słynnymi inscenizacjami tekstów autora "Końcówki" w warszawskim Teatrze Studio.
Zaserwowana czytelnikom coda ma sens. Opowieść Libery kończy się szczególnym czasie. Koniec lat 70. i początek następnej dekady był schyłkiem epoki, w której pisarze byli luminarzami życia publicznego, a nawet masowej wyobraźni. Sygnowali listy protestacyjne, które wywoływały reperkusje polityczne na skalę międzynarodową. Z pisarzami liczyła się nie tylko władza ale tzw. szeroka publiczność, czego wyrazem był szlachetny snobizm nakazujący czytanie literatury współczesnej. Na znajomość pism Lévi-Straussa, powieści Cortázara czy dramatów Becketta podrywało się przedstawicieli płci przeciwnej. Sam spacer z ich książkami pod pachą należało do bon tonu. Popkulturowa eksplozja lat 80. odwróciła proporcje. Kostiumy buntowników założyli rockmani, a spacerowicze wymienili książki na płyty gramofonowe. W tym sensie literaci i literatura wrócili do właściwych ról - kronikarzy rzeczywistości, analizujących jej meandry z dala od zgiełku oklasków czy milicyjnych syren.
Libera napisał książkę o procesie duchowego formowania pod wpływem spotkania z dziełem i osobowością Samuela Becketta, których doświadczył już w dzieciństwie. Jako kilkulatek wymógł na rodzicach, żeby zabrali go polska prapremierę przedstawienia pod dziwacznie brzmiącym tytułem "Czekając na Godota". Tak zaczęła się trwająca do do dziś fascynacja autora twórczością Irlandczyka - Libera stał się także jego wybitnym tłumaczem i propagatorem.
"Godot i jego cień" jest dygresyjną impresją o relacji pisarza z jego czytelnikiem, a zarazem świadectwem wybicia się odbiorcy na niezależność. Beckett wyzwolił w nim twórcę - Libera przejrzał się w pismach noblisty i jego życiorysie. Wspomina, jak w połowie lat 70. zanotował w dzienniku swoje paryskie spotkanie z pisarzem i "po raz pierwszy w życiu miał poczucie, że coś tworzy". To także impresja z życia w PRL i podróży na Zachód, pełna błyskotliwych refleksji historiozoficznych i kulturowych, ale momentami także drażniącej, egotystycznej pozy. Zdecydowanie najciekawsze jest w tej książce beckettowskie doświadczenie Libery, pokazujące, że literatura to przede wszystkim doświadczenie egzystencjalne.
@RY1@i02/2010/225/i02.2010.225.196.038c.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2010/225/i02.2010.225.196.038c.002.jpg@RY2@
@RY1@i02/2010/225/i02.2010.225.196.038c.003.jpg@RY2@
Cezary Polak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu