Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Koniec świata przedmiotów

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Czwarta książka mieszkającego w RPA autora "Kalahari" jest pierwszą publikacją, którą Wojciech Albiński poświęcił tematyce polskiej. Po zbiorach opowiadań osadzonych w realiach Afryki urodzony w 1935 roku pisarz wraca do przeżyć z czasów II wojny światowej. Zasadne wydaje się więc pytanie o to, dlaczego sięgnął do tych wspomnień tak późno. W wywiadzie udzielonym "Kulturze" Albiński tłumaczył, że najpierw zapisywał doświadczenia zakodowane w jego pamięci najsłabiej. Potem zabrał się za opisywanie tych, które wryły się w jego psychikę na tyle mocno, że nie obawiał się ich utraty.

Konsekwencją tego zabiegu jest zastosowana tu dekonstrukcja tradycyjnej polskiej narracji wojennej. Autor opowiada o walce i okupacji oglądanych oczami nieświadomego dziecka. Co prawda rzeczywistości, w której kilkuletniemu bohaterowi przyszło żyć, nie można nazwać sielanką, ale nie jest ona też horrorem. Chłopiec nie tylko nie czuje grozy i powagi sytuacji, lecz bywa świadkiem lub uczestnikiem wydarzeń, które nie powinny mieć miejsca. Oto niemieccy żołdacy bezinteresownie ratują przed śmiercią polską dziewczynkę i puszczają wolno rannego powstańca oraz opiekujące się nim sanitariuszki. Zwykłe odruchy człowieczeństwa w kontekście wojny wydają się absurdalne. Ale są oparte na faktach.

"Nie bałem się i na dobrą sprawę nie wiem dlaczego. (...) Wojna była dla mnie na swój sposób fascynująca. Podróż pociągiem pełnym uchodźców z Warszawy na wschód Polski we wrześniu 1939 roku, opisana w opowiadaniu "Za Bug i z powrotem" była przygodą, zabawą. Poza tym w czasie okupacji moja rodzina mieszkała we Włochach, które administracyjnie nie należały jeszcze do Warszawy, i represje ze strony Niemców nie były tak dotkliwe jak w odległej o kilkaset metrów stolicy. A przynajmniej tak to zapamiętałem" - mówił "Kulturze" Albiński.

Inność "Achtung! Banditen!" nie kończy się na dziecięcej optyce. Pisarz pokazuje wojnę nie poprzez obrazy walk i konspiracji, lecz przez opowieść o codzienności i problemach zwykłych ludzi. Mit walki narodowowyzwoleńczej jest tu tylko pogłosem lub spojrzeniem z oddali. Mieszkańcy Włoch patrzą na płonącą Warszawę z dachów domów, zaś o tragedii pacyfikowanej stolicy dowiadują się z relacji uciekinierów.

Albiński drobiazgowo opisuje broń, mundury, pojazdy i zrabowane warszawiakom dobra, których znajdowały się właśnie we Włochach. Wojna jest dla niego także zagładą przedmiotów. To rzadki w naszej literaturze przykład lapidarnego świadectwa hekatomby okupacji. Jak słusznie zauważyła recenzentka "Dziennika", tytuł "Achtung! Banditen!" jest bardziej krzykliwy niż cała książka.

@RY1@i02/2010/216/i02.2010.216.196.037a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2010/216/i02.2010.216.196.037a.002.jpg@RY2@

@RY1@i02/2010/216/i02.2010.216.196.037a.003.jpg@RY2@

Cezary Polak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.