Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Blues to za mało

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Na swoim nowym albumie Tom Waits daje upust fascynacji starym bluesem i rock’n’rollem. Co jeszcze ukształtowało współczesnego bitnika?

 "Mówią, że nie mam przebojów i trudno się ze mną współpracuje, tak jakby było to coś złego", powiedział w marcu tego roku Waits podczas 26 ceremonii wprowadzenia do Rock and Roll Hall of Fame w hotelu The Waldorf Astoria w Nowym Jorku. W gronie wybitnych rockmanów powitał go Neil Young, który zresztą wcześniej wprowadził m.in. Paula McCartneya, Jimiego Hendriksa i The Pretenders. To tam Waits opowiadał o pochodzeniu swojej awangardowo-bluesowo-poetyckiej duszy: "Jak miałem 15 lat, udało mi się zakraść na show Lightnin'' Hopkinsa. Musiałem tylko lekko zabarwić włosy na siwy kolor i namalować wąsy". To, jak sam mówi, było jedno z najważniejszych wydarzeń w jego życiu.

Patrząc na Lightnin'' Hopkinsa na scenie nietrudno zgadnąć, że Waits wzorował się na nim nie tylko muzycznie. Mistrz country bluesa z Teksasu lat 50. i 60. podczas koncertów dyskutował z publiką, reagując na to, co dzieje się na widowni. Miał przy tym na sobie nieodzowny kapelusik. Zupełnie jak nasz bohater. Podobnie jak Waits Hopkins pisał o barowych sytuacjach. Tekst z numeru Teksańczyka "Fast Life Woman": "Widząc czerpiącą garściami z życia kobietę przy barze/wiesz, że będzie tam siedziała z uśmiechem, do skutku/bo wie, że w końcu ktoś postawi jej kolejkę/spokojnie kobieto, na ciebie też przyjdzie czas" brzmi przecież jak słowa samego Waitsa.

W wywiadach o swoich inspiracjach Tom wymienia różnych okołobluesowych muzyków. Wśród nich Dona Van Vlieta, znanego jako Captain Beefheart (poznał go dzięki swojej żonie Kathleen Brennan) oraz wokalistę, gitarzystę i mistrza harmonijki Howlin'' Wolfa. Ważny jest dla Toma również inny harmonijkarz, Charlie Musselwhite, który dał doskonałe solo na ostatniej płycie Toma w numerze "Chicago". Powiedzieć jednak, że to blues ukształtował Waitsa, to za mało.

Thelonious Monk - to jego nazwisko najczęściej wymienia Tom pytany o jego mistrzów klawiszy. Płytę jazzowego pianisty "Solo Monk" z 1964 roku Waits umieścił na drugim miejscu listy swoich najważniejszych albumów, zrobionej na zamówienie magazynu "The Observer". Tom przyznaje, że stara się grać jak Monk - jakby dziecko brało lekcję pianina. Jaką płytę Waits umieścił na pierwszym miejscu? To dzieło kolejnego z jego mistrzów - "In The Wee Small Hours" Franka Sinatry z 1955 roku. Sinatra przyznał w jednym z wywiadów, że jest przekonany, iż ta płyta przyczyniła się do wyżu demograficznego. Romantyzm najwyższych lotów zaczarował też Waitsa. Zresztą okładkę swojego albumu "The Heart of Saturday Night" wzorował na tej z Sinatrą. Obok Franka Waits lubi również innych liryków, chociażby Leonarda Cohena i Nat King Cole''a.

Rockową stronę swojej muzycznej duszy Tom zdradził na ostatniej płycie, zapraszając na nią Keitha Richardsa. Waits ceni sobie szczególnie dokonania Rolling Stones z lat 70. i ich płytę "Exile On Main St.". Dla "The Observer" powiedział, że chciałby śpiewać takim falsetem jak Mick Jagger w numerze "I Just Want To See His Face" z tego albumu. Na "Bad As Me" Tomowi udaje się to w "Talking At The Same Time". Przyznaje, że do tego musiał ograniczyć palenie. Frank Zappa to kolejny rockowy czarownik szczególnie ceniony przez Waitsa. Zresztą Tom w latach 70. otwierał koncerty Zappy.

Nie tylko outsiderzy muzyki od młodości interesowali Toma. W wywiadach przy swoim drugim albumie "The Heart of Saturday Night" przyznawał się, że teksty były inspirowane twórczością Jacka Kerouaca. Hołd złożył mu na albumie "Jack Kerouac Reads On the Road" w coverze numeru Kerouaca "On the Road". Waits wykonał go wraz z zespołem Primus. Zaczytywał się też książkami Allena Ginsberga i Charlesa Bukowskiego.

Kolejnym ważnym nazwiskiem przy Waitsie jest Bob Dylan. Tom bardzo cenił go jako autora. "Dylan jest esencją songwritera. Jest tym, czym młotek i gwoździe dla stolarza" - mówił. Patrząc na autorów cenionych przez Waitsa, można krótko powiedzieć, że ceni sobie nieowijanie w bawełnę.

Ważna grupa inspiratorów Toma to artyści teatralno-operowi. Trzykrotna współpraca (przy projektach "The Black Rider", "Alice", "Blood Money") z czołowym teatralnym awangardzistą XX wieku Robertem Wilsonem, wykonania utworów Kurta Weilla i Bertolta Brechta ("What Keeps Mankind Alive") - teatr w karierze Waitsa obecny jest od lat.

Bitnicy, bluesmani, outsiderzy, odmieńcy - Tom Waits korzysta z najlepszych wzorców antymainstreamowych postaci. Szybko sam się taką stał i najwidoczniej jest mu z tym tak dobrze, jak tym, którzy kupują jego płyty.

@RY1@i02/2011/210/i02.2011.210.196.024a.001.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.