Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Hollywood dźwięków

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Na swoim najnowszym albumie Coldplay łączą infantylną emocjonalność dla nastolatków z tradycyjnym pop-rockowym brzmieniem a la U2. To zwycięstwo popu nad alternatywą

"Muszę jeszcze parę razy przesłuchać, żeby ocenić" - to najczęstsza opinia o piątym albumie Coldplay "Mylo Xyloto" na największym polskim forum poświęconym zespołowi www.coldplay.nmj.pl. "Mylo Xyloto" (wymawiane "majlo zajleto") to płyta trudna do oceny. Z jednej strony pełno na niej hitów, z drugiej brakuje w nich świeżości i poszukiwania nowych rejonów.

Podobnie jak poprzedni album "Viva la Vida or Death and All His Friends", także "Mylo Xyloto" było współprodukowane przez Briana Eno. Od pierwszego numeru "Hurts Like Heaven" przez kolaborację z Rihanną w "Princess of China" aż po końcowe "Up with the Birds" mamy tu gitarowe, okraszone płaczliwym wokalem Chirsa Martina hity. Stadionowe numery w stylu "Major Minus" od pierwszych sekund czarują, ale tak naprawdę to nic więcej jak proste rytmiczne pitu-pitu, choć w najlepszym wydaniu. Są ckliwe balladowe wstawki ("Up in Flames" z fortepianem na czele) i zabawa z elektroniką (wspomniane już "Princess of China"). Brakuje jednak zaskoczenia, które wyniosłoby tę płytę ponad przyzwoite granie.

Jednak czy to źle, że band nazywany najpopularniejszym brytyjskim zespołem rockowym nagrywa ultraprzebojową płytę? Niby nie, wystarczy przypomnieć sobie "Achtung Baby" U2. Gdyby jednak Bono i spółka na tamtym krążku umieścili wyłącznie hiciory w stylu "One", nie byłby to tak genialny i wpływowy album, jakim się stał. Trzeba też jasno powiedzieć, że na podobnym etapie kariery U2 mieli dużo więcej do zaoferowania. Coldplay zbiera najbardziej chwytliwe elementy popularnego grania na granicy popu i alternatywy (na przykład z patentów rozwiniętych przez Arcade Fire czy Animal Collective) i przerabia je na swoją modłę. Ale przesyt powoduje, że "Mylo Xyloto" zwyczajnie się nudzi, zapominamy o niej zaraz po jej przesłuchaniu.

Nowy album grupy Chrisa Martina jest jak hollywoodzka produkcja (nie tylko za sprawą związku wokalisty z aktorką Gwyneth Paltrow). Przebojowy, ale przewidywalny i miałki. Idealne odzwierciedlenie dzisiejszej popkultury. Jeżeli ktoś do tej pory myślał o Coldplay jako muzycznej alternatywie, to "Mylo Xyloto" pokazuje, że zespół ostatecznie porzucił ten kierunek.

@RY1@i02/2011/210/i02.2011.210.196.025b.001.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.