Ratuj się, kto może
"Sanktuarium" to film tylko z definicji. W rzeczywistości to produkt filmopodobny, wyprodukowany wyłącznie po to, by wykorzystać popularność na technologię 3D. Główny bohater dostaje w spadku po matce - z którą nie łączyły go zbyt zażyłe stosunki - ośrodek eksperymentalnych badań nad chorymi psychicznie. Jedzie więc z grupką przyjaciół obejrzeć niespodziewany dar. Trafia do odpowiednio gotyckiego i posępnego gmachu, w którym - oczywiście - czai się zło. Nawet tak ograny schemat dałoby się obejrzeć po raz kolejny. Ale twórcy "Sanktuarium" najwyraźniej filmowego fachu nie mieli się od kogo nauczyć. Efektem jest produkcja kuriozalna - fatalnie wyreżyserowana, jeszcze gorzej zagrana, a na dodatek ani trochę nie straszna. Nawet trójwymiarowe efekty są tutaj tanie i tandetne. Przy "Sanktuarium" filmy w rodzaju "Oszukać przeznaczenie 5" albo "Nocy rekinów" nabierają szlachetności i smaku.
Jakub Demiańczuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu