Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Pusta zabawa

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

China Miéville mierzy się z gatunkiem miejskiej fantazji. Niestety "Kraken" jest ambitną porażką

Muzeum Historii Naturalnej w Londynie pada ofiarą zuchwałej grabieży. W biały dzień znika jeden z eksponatów - zanurzona w formalinie 8-metrowa kałamarnica olbrzymia. Kto i w jaki sposób zdołał niepostrzeżenie wynieść tak ogromny przedmiot? Sprawa wydaje się zupełnie szalona, a odpowiedzialny za oprowadzanie wycieczek kurator Billy Harrow zostaje wciągnięty w intrygę, która odsłania inne, ponadnaturalne oblicze Londynu. Mamy tu posługujące się magią gangi, tajemne kulty z kościołem boga Krakena na czele oraz oddział policji prowadzący paranormalne śledztwa.

Na polu kulturowych, zazwyczaj komediowo ukierunkowanych aluzji i odniesień "Kraken" zdecydowanie wygrywa. Policjantka wiedźma ucharakteryzowana na Amy Winehouse czy bezcielesny twórca związków zawodowych magicznych istot sporą część akcji spędzający w postaci plastikowej figurki kapitana Kirka ze Star Treka - to miód na serce nie tylko nerdów i geeków. Miéville zręcznie porusza się w popkulturowej pulpie z filmów, seriali, komiksów i książek. Tu uszczknie coś ze swojego ukochanego Lovecrafta, tu nawiąże do "Buffy" albo "Życia na Marsie", puści aluzyjkę do "Hellboya" - z jak najlepszym efektem - tworząc gęstą od akcji i niewymuszenie zabawną opowiastkę w stylu "Dobrego omenu" Gaimana i Pratchetta.

Jednak w porównaniu ze swoimi wcześniejszymi pisarskimi dokonaniami Miéville ponosi porażkę. "Kraken" nie angażuje emocjonalnie, zaś bohaterowie do samego końca pozostają chłodnymi konstruktami, których losy ani nas ziębią, ani grzeją. Trzykrotnie uhonorowany nagrodą Arthura C. Clarkea pisarz lubi bawić się literackimi gatunkami, poszerzając fantastyczne pole walki o czarny kryminał ("Miasto i miasto"), czy morską przygodówkę ("Blizna"). Niestety próba zmierzenia się z miejska legendą - nie sposób nie dostrzec tu zamierzonego pojedynku z "Amerykańskimi bogami" Gaimana - jest zabawą pustą. Brakuje emocjonalnej głębi, fabularnej złożoności i mądrej refleksji, do której przyzwyczaił nas swoim sztandarowym cyklem powieściowym Nowego Crobuzon ("Dworzec Perdido", "Blizna", "Żelazna rada"), a nawet surrealistyczny i też bawiący się z alternatywną wizją miasta "LonNiedyn" miał w sobie więcej serca po prostu.

@RY1@i02/2011/190/i02.2011.190.196.026b.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/190/i02.2011.190.196.026b.002.jpg@RY2@

Katarzyna Nowakowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.