Na rauszu w Toskanii
Gdy Brytyjczyk Peter Mayle w serii swoich powieści piał nad smakiem prowansalskie- go wina i zapachem lawendy, na literacką scenę z impetem wkroczył jego rodak Stephen Clarke, głosząc, że owa francuska sielanka to raczej stek bredni. Zdaniem Clarka w ojczyźnie Moliera człowiek podczas spacerów zmuszony jest raczej inhalować się zapachem psich odchodów. Teraz z poważnym adwersarzem musi zmierzyć się piewczyni Toskanii - Frances Mayes. Angielski (a jakże!) pisarz James Hamilton-Paterson patrzy na Italię po swojemu. Jest mniej lukru, za to więcej napojów wyskokowych.
Jeśli do tej pory dawaliście wiarę powszechnemu stereotypowi, zgodnie z którym Wyspiarz z prawdziwego zdarzenia od kuchni powinien trzymać się jak najdalej, "Dyskretny urok Fernet Branca" wprawi was w osłupienie. Próbowaliście kiedyś lodów czosnkowo-ziołowych? Ciasta rybnego z rodzynkami? Ostryg w czekoladzie? Żaden problem! 30-letni Gerald Samper, szukający natchnienia w Toskanii ghostwriter specjalizujący się w biografiach celebrytów, to również zapalony kuchenny eksperymentator, który dokładne (i zarazem kompletnie absurdalne) przepisy na swoje potrawy podaje w każdym rozdziale.
Jest też Marta, przybyła z Europy Środkowej kompozytorka, która realizuje marzenie swojego życia - uznany włoski reżyser zlecił jej stworzenie ścieżki dźwiękowej do jego najnowszego filmu. Marta również gotuje - rzekomo słowiańskie - gniotowate dania składające się głównie z kaszy i mąki. Ale mniejsza z tym. Grunt, że para z musu koegzystujących w bliskim sąsiedztwie bohaterów to duet nie do pobicia. Każda próba nawiązania kontaktu tych dwojga kończy się serią nieporozumień, wpadek i komicznych omyłek. On uważa ją za odrażającego fizycznie potwora i nieokrzesaną wieśniaczkę porozumiewającą się narzeczem tylko w jej mniemaniu przypominającym angielszczyznę. Ona jego za gbura i półgłówka. Ale kto się czubi, ten się lubi, a przyczyną całego zamieszania jest tytułowy Fer-net Branca, trunek, do którego oboje zdają się mieć wyjątkową słabość.
Powieść Hamiltona-Patersona to rzecz lekkiego kalibru, stuprocentowo rozrywkowa. Nie jest to może angielski humor w najlepszym z możliwych wydań, choć nie brak tu inteligentnego dowcipu i sytuacyjnych absurdów. A jeśli w tym roku nie stać was było na wakacje w Toskanii, darujcie sobie Frances Mayes. Sięgnijcie po autora, który skutecznie przekona was, że najlepiej było zostać w domu.
@RY1@i02/2011/141/i02.2011.141.196.026c.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/141/i02.2011.141.196.026c.002.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu